GeneralLatestStyleUncategorized

Własny język, własna muzyka, własna tożsamość [FELIETON]

Zaglądając na listy przebojów, możemy znaleźć na nich sporo zaskoczeń. Coraz większą rolę odgrywają utwory w językach narodowych. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź na to pytanie nie jest jasna, ale z całą pewnością fascynująca… 

 

Ostatnie miesiące są niezwykle ciekawe pod kątem kierunku rozwoju muzyki popularnej. W poszczególnych Europy zaczyna pojawiać się dyskusja na temat pokazywania własnej tożsamości poprzez muzykę. Widzimy to nie tylko w lotnych słowach, ale również na liczbach. Utwory w językach narodowych coraz częściej i mocniej figurują na listach przebojów oraz notowaniach w serwisach streamingowych. Nurt „westernizacji” napotkał opór głównie ze strony młodych artystów. W świecie, w którym każdy z nas słyszał już dosłownie wszystko, to właśnie sięganie do własnych korzeni stało się przestrzenią do pokazywania oryginalności.

Estonia: wyjątkowa historia otwiera nowe trendy 

Nasza podróż rozpocznie się w Estonii. Był to kraj, który w swoim rejonie jest prekursorem popularyzacji muzyki czerpiącej z elementów własnej kultury oraz języka. Okres niepodległości kraju trwa zaledwie 35 lat. Przez lata 90’ na listach przebojów królowali ludzie wykształceni w czasach schyłku Związku Radzieckiego. Pokazywanie swojej tożsamości przez język było dla artystów tego okresu czymś niezwykle ważnym, swoistym fundamentem twórczości. Nazwiska takie jak Ivo Linna gładko przeszły przez społeczną rewolucję, promując nowe gwiazdy i pisząc dla nich muzykę. Nie znali oni w dużej części nawet języka angielskiego, przez co stawiali głównie na estoński. Niewielka zmiana miała miejsce na początku XXI wieku. Wówczas cała Europa usłyszała o projekcie Vanilla Ninja, a Estończycy zachwycali się anglojęzyczną twórczością Laury Põldvere. Zamknięcie sceny muzycznej w zestawie kilku kompozytorów spowodowało zniechęcenie i chęć poszukania czegoś innego. Owym innym kierunkiem okazał się rap, który w bałtyckim wydaniu nie przypominał polskiej gangsterki, a był inspirowany głównie miejską kulturą bloków. Tak „ugrzeczniony” gatunek muzyczny śmiało mógł być promowany przez stacje radiowe, a szereg artystów chętnie wchodziło we współprace z raperami czy grupami hip-hopowymi. Poza pojedynczymi wyjątkami, nagrywali oni muzykę właśnie w ojczystym języku.

Doprowadziło to do wyjątkowej w skali Europy sytuacji, gdy w czołówce notowania największych estońskich hitów Spotify znajduje się wyłącznie muzyka nagrana w języku estońskim. Rankingowi przewodzi grupa 5MIINUST, łącząca siły z folkowym duetem Puuluup. Tak niecodzienne współprace również są niezwykle wartym docenienia elementem lokalnej sceny muzycznej. 5MIINUST, w przeciwieństwie do polskich projektów hip-hopowych, nie ma żadnych oporów przed tworzeniem rzeczy nietuzinkowych i wchodzeniem w najbardziej niespodziewane współprace. Przerabianie folkowych numerów? Nie ma problemu. Łączenie sił z najpopularniejszymi raperami? Jak najbardziej. Nagrywanie wspólnie z najbardziej kiczowatą gwiazdą disco? Oczywiście. Gdy współpraca z Merlyn Uuskülą – lokalną odpowiedniczką Teresy Werner – dla lokalnych nazwisk jest czymś całkowicie normalnym i standardowym, w polskich warunkach byłby to wręcz skandal. Po 5MIINUST, na liście największych hitów znajdziemy Nublu. Tak jak panowie z zespołu mają około 40 lat (co nie przeszkadza im być słuchanym głównie przez masy młodych ludzi), tak Nublu jest typową gwiazdą nowego pokolenia, wychowującą się w Estonii znajdującej się już w Unii Europejskiej. W całej okazałej dyskografii rapera nie znajdziemy dokładnie jeden numer w języku angielskim, który przeszedł stosunkowo bez echa. Szczyt list to właśnie Nublu i 5MIINUST, do których od czasu do czasu dołączają także inni – głównie prezentujący materiał właśnie po estońsku.

Litwa: pora na przebudzenie

Z Estonii przelećmy do sąsiedniej Litwy, która również w pełni powiela opisywaną tendencję. Zdecydowanie największą gwiazdą ostatniego roku w kraju naszych północnych sąsiadów jest Džesika Šyvokaitė, znana pod pseudonimem Jessica Shy. Wokalistka osiąga wręcz absurdalny jak na poziom Litwy poziom 160 tysięcy słuchaczy na Spotify w ciągu miesiąca, a każdy z jej numerów staje się automatycznie hitem. Tak jak w przypadku przywołanych Estończyków, wśród jej największych hitów na próżno jest szukać utworów nagrywanych po angielsku. Shy nagrywa materiał w języku litewskim. Jest to odważna decyzja o tyle, że pozornie nagrywanie w języku narodowym ogranicza możliwości pokazania się poza granicami swojego kraju, wyjścia poza swoją bańkę. Šyvokaitė pokazuje jednak, że takie twierdzenie jest zupełną bzdurą, a numery takie jak „Apkabink” czy „Melodija” w ostatnim czasie potrafiły być grane w stacjach radiowych także na Łotwie czy w Estonii. Język nie jest obecnie żadną przeszkodą, a dostęp do muzyki z każdego kraju może prowadzić nas do tego, że poznajemy nowe kultury właśnie poprzez doświadczanie sztuki.

Przykład Jessiki Shy doprowadza nas do postaci jej podopiecznego – Silvestera Belta. Napisane przez Shy oraz jej team „Luktelk” zostało wypuszczone zaledwie 10 dni temu, w tym czasie osiągając szczyty karty na czasie na YouTube zarówno w kategorii ogólnej jak i muzycznej, czterokrotnie bijąc dzienny rekord odtworzeń jednej piosenki na Spotify. Jak mówi sam Silvester, sama koncepcja napisania numeru była tworzona z myślą pokazania piękna i oryginalności języka litewskiego, który jest równie wartościowy co każdy inny europejski język. Jego zdaniem Litwini nie powinni się go wstydzić. Jest to przykład pokazywania siebie w sposób zupełnie inny niż ten stereotypowy. Do pokazania kultury nie jest konieczne sięgania do folku, a język ojczysty może świetnie odnajdywać się również w propozycjach bardziej nowoczesnych, dążących wręcz w stronę futurystyczności. Pokazywanie tożsamości nie jest więc przeżytkiem, a środkiem artystycznym, mogącym wytworzyć wyjątkowy klimat oraz pokazać coś poza samym tekstem oraz muzyką. Uświadomienie sobie tego procesu daje artystom takim jak Silvester Belt czy Jessica Shy znaczną przewagę nad innymi muzykami, nieposiadającymi takiej świadomości oraz otwartości.

Ukraina: muzyka rodzajem broni

Kolejny kraj – te same tendencje. Języki narodowe odgrywają dużą rolę również w ukraińskim świecie. Jest to dodatkowo spotęgowane tym, że od roku 2014 i początku wojny w Donbasie coraz większą wagę stawiano na to, aby pielęgnować odrębność i pokazywać, że Ukraińcy są niezależnym i silnym narodem. Stopniowo ze sceny zaczęli znikać muzycy nagrywający po rosyjsku. Ci stali przed dwiema alternatywami – działać dalej w Rosji i zamknąć się na Ukrainę lub przejść w całości na język ukraiński. Przykładem osób należących do drugiej grupy będzie Max Barskih – jeszcze przed kilkoma laty jeden z największych gwiazdorów rosyjskiej sceny muzycznej, który po rozpoczęciu pełnoskalowej inwacji zupełnie zarzucił nagrywanie po rosyjsku i wstąpił do ukraińskiej armii. Jeszcze bardziej jaskrawym obrazem tendencji, gdy powrót do języka narodowego jest spowodowany przyczynami politycznymi będzie Anastasia Prikhodko. Ukraińska wokalistka ma na swoim koncie występ na scenie Eurowizji w roli reprezentantki… Rosji. Jej rosyjska przygoda potrwała jednak zaledwie kilka lat a w momencie ataku na wschodnie granice i oderwania Krymu, Prikhodko wyjechała z Rosji i nigdy nie nagrała niczego więcej w tym języku, stając się aktywną postacią na ukraińskiej scenie politycznej.

Dodanie politycznego kontekstu było konieczne, aby podkreślić, że przykład Ukrainy jest tu swoistym wyjątkiem, a nagrywanie po ukraińsku jest czymś więcej niż chęcią pokazania własnej tożsamości czy zabiegiem artystycznym. Obok Kalush Orchestry czy Jamali, czołową ambasadorką ukraińskiej muzyki jest Jerry Heil. Artystka przeszła długą drogę do swojej pozycji, którą zawdzięcza w dużym stopniu wielu nietypowym współpracom. Ich założenie jest takie, że każdy śpiewa w swoim języku – pod tym kątem nie ma poszukiwania wspólnego gruntu. W taki sposób powstały numery po niemiecku, litewsku, estońsku czy polsku. Sztuka może być formą epidemicznej choroby, ponieważ współprace z Jerry również dla jej gości otwierały nową perspektywą. Ela, Przyłu, Ochman, Monika Liu – efekt popularności hitów z Jerry odbił się w aktywny sposób na ich twórczości, wprowadzając do niej brakującą świeżość i autentyczność. Sama Jerry również dostrzegła, że nagrywanie po ukraińsku może być sposobem na wybicie się poza granice kraju, a usilna „westernizacji” sztuki jest błędnym i złudnym kierunkiem. Chęć doświadczenia autentyczności jest dla publiki ważniejsza niż komercyjna dostępność.

Odrodzenie się języków narodowych w kulturze jest w mojej ocenie procesem niezwykle wartościowym i bardzo interesującym szczególnie przez to, skąd wypływają tego typu zmiany. Kierunek podążania europejskiej sceny muzycznej jest niezwykle intrygujący i sprzeczny z tym, co obserwujemy w państwach anglojęzycznych, gdzie komercjalizacja staje się coraz większym problemem. Nauka docenienia różnorodności przekłada się na większe docenienie siebie samych, co jest jednoznacznie pozytywnym procesem. Obserwujmy i słuchajmy, co będą mieć dla nas do zaoferowania artyści.

 

Autor: Hubert Pańtak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *