„Pierwsza strona” i oby ostatnia – recenzja filmu „Pierwsza strona”
„Pierwsza strona” jako pierwszy krok do poznania filmu
” Pierwsza strona” w angielskiej dystrybucji “Shattered Glass”. Wydany 31 października 2003 roku. Film reżyserii Billiego Raya, który odpowiada również za scenariusz. Możemy go skategoryzować jako dramat, a konkretniej dramat biograficzny, bo obrazuje karierę prosperującego, młodego dziennikarza, Stephena Glassa w redakcji The New Republic. Film został nominowany do 11 nagród m.in. podczas Festiwali Filmowych, chociaż jego sukces to nominacja do Złotego Globu.
Film obrazuje nam rosnącą karierę młodego dziennikarza, Stephena Glassa (grany przez Haydena Christensena), który chlubnie pracuje w jednej z szanowanych redakcji, zwanej The New Republic. Po dziesiątkach świetnych artykułów młodzieńca konkurencja dopatruje się jednej z wielu nieścisłości w artykule, która ciągnie za sobą salwę kłopotów dla Glassa. Innymi słowy, jest to opowieść o jego drodze na szczyt i jeszcze szybszym upadku.
Ten film, to wyzwanie, aby znaleźć zalety, które są faktycznie pozytywne z poziomu treści, aniżeli zamysłu filmu. Na dobry start, tytuł w angielskiej dystrybucji to strzał w dziesiątkę. Shattered Glass, bo tak brzmi tytuł, może dosłownie znaczyć “potłuczone szkło”, jednakże możemy dostrzec tu drugie dno, którym jest potłuczony, czy być może roztrzaskany, ale sam główny bohater o nazwisku Glass. Myślę, że to świetne odniesienie do problemów i końca, z jakim spotyka się Stephen. Powróćmy jednak do początku. Cały film spędzamy ze Stephenem Glassem (Hayden Christensen), który jest naszą główną gwiazdą. Młody dziennikarzyna wprowadza nas bardzo gładko w swoją narrację. W dość nietuzinkowy sposób poznajemy wartość tego zawodu, który staje się wręcz pewnego rodzaju sztuką. Początek, całkiem wyraźny, przedmowa, pociągająca. Myślę, że konkretnie obrazuje, w jaki sposób dziennikarstwo działa w społeczeństwie, a co za tym idzie, może zainteresować i tych za oraz przeciw mediom. Co chciałabym napomknąć, to że przebitki między tym, o czym mówi Glass w szkole, a tym co w rzeczywistości robi, jest ciekawym zabiegiem. Uważam, że nietuzinkowo przedstawiono nam, jak w teorii pracuje cała redakcja, a jak może w praktyce pracować jeden dziennikarz. Szkoda, że nie do końca ma ono odbicie w rzeczywistości i nie możemy zbyt wiele oczekiwać, żeby odczuć to dziennikarstwo. Jednakże co ciekawe, to ciekawie wygląda w jak dociekliwy sposób, podobno, działał Stephen, aby dotrzeć do informacji. Co podobało mi się, to postać wcześniejszego redaktora, Michaela Kelly (Hank Azaria), z którym dało się sympatyzować, chociaż jego wątek był krótki. Jak już ujęłam, trudno mi wykrzesać pozytywy, więc chyba na tym zakończymy nasz segment.
Loża szyderców, czyli co właściwie poszło nie tak?
Przejdźmy natomiast do krytyki i ponownie wróćmy do początku. Skoro zdążyłam powiedzieć o Osiadając na zamyśle filmu? Jest on monotonny. Widoczny brak dynamiki, przerzucanie kadrami i informacjami, które nie mają żadnego ładu. Oprawa muzyczna próbuje ratować sytuację, ale mam wrażenie, że wychodzi tylko gorzej. Może z nieprzemyślanego doboru repertuaru do sytuacji, aby przykładowo stworzyć napięcie, które minimalnie odczujemy.
Wymieniając dalej, nie mogę przyczepić się do nie znajomości głównego bohatera, ale mogę już w kontekście reszty. Budowa postaci jest płytka. Skutecznie zdołałam zapamiętać redaktora Chucka (Peter Sarsgaard) oraz charyzmatycznego Michaela Kelly (Hank Azaria). Natomiast reszta umknęła mojej uwadze, a wręcz miałam wrażenie, że część z nich to jedna i ta sama osoba, kiedy wcale nią nie była. Co jest dalej trudne do zapamiętania, a raczej dość niejasne, to są wątki. Pewne informacje pojawiają się sporadycznie, śmiem rzec momentami rzadko, co zbija z tropu. Nie zliczę, ile razy zdążyłam zapomnieć, co właściwie nawiązuje do czego. A to jest dużym minusem, jeśli obejrzymy to tylko jeden raz i mamy czerpać jakąś przyjemność. Wątki też się nie zawiązują, przynajmniej nie do końca. Coś, co wcześniej ukazałam jako plus, teraz mogę przedstawić jako minus. Chociaż przebicia z prezentacji Glassa w szkole średniej dawały jakieś światło na jego czynności i tworzyło przestrzeń na porównania, to wciąż nie rozumiem samego celu. Co daje nam nic niewnoszący wątek jego byłej szkoły oraz samej nauczycielki, krótko powiem, nic. Tym bardziej że ten wątek nie zostaje rozwiązany w żaden sposób, tak jak się pojawił, tak i znikł. Zniknęło, sugerowane przez kadry, porozumienie między jedną z uczennic a Stephenem. A zwracam na to uwagę, bo odniosłam wrażenie, że to się w jakiś sposób rozwinie, nie wchodząc w szczegóły w jaki.

Mówiąc o wątkach, szkoda mi braku rozwoju wątku przeciwnej redakcji, myślę, że jedyne co robiła, to pełniła rolę popychadła, które pomoże ruszyć fabułę dalej. A i jak mogłabym zapomnieć, odniesienie do fabuły. Nikt, nie wmówi mi, że całe The New Republic jest tak bardzo ślepe na działania Glassa, że nie podejrzewają go w żadnym stopniu a tym bardziej, nie weryfikują jego historyjek. Podkreślając, że The New Republic ma duże znaczenie w opiniotwórczości i chlubnie w polityce. Nadmieniając również to, ile razy ta szanowana redakcja sprawdza teksty, ale dokładnie ile, to nie powiem, bo zdążyłam się zgubić w trakcie oglądania. I nie, argument o początkach Internetu tego nie uratuje, skoro konkurencja zdołała zweryfikować informacje z artykułu właśnie za pomocą sieci.
„Pierwsza strona” i mam nadzieję, że ostatnia…
Będąc szczerą i przechodząc do konkluzji, film, to świetny przykład, ale czego NIE ROBIĆ w zawodzie dziennikarza. Jest świetnym przykładem, do czego dziennikarze są w stanie się posunąć, jeśli to się sprzedaje i w pewien sposób otworzyć oczy na działania mediów. Aby lepiej przyjąć te fakty, trzeba zdać sobie sprawę, że to film oparty na rzeczywistym człowieku, który posunął się do fabrykacji w jednej z szanowanych redakcji. Oprócz tego? Nie uważam tego za wybitne dzieło sztuki. Jest przeciętny i to tyle. Do obejrzenia przy wolnej chwili i braku zajęć, ale ostrzegam, może znużyć. Ewentualnie, dobry study case dla studentów dziennikarza, którzy nie chcą skończyć w podobny sposób.

