Pojedynek na szczycie tabeli LaLiga! Największym wygranym derbów Madrytu… Barcelona.

Po zaciętym meczu Real Madryt remisuje z Atletico 1:1. Królewscy przez całą drugą połowę usilnie próbowali przełamać defensywę przyjezdnych, determinacji starczyło jednak jedynie na wyrównanie. Sytuacja ta mocno zaostrzyła rywalizację o pierwsze miejsce w tabeli, bo do wyścigu o fotel lidera dołącza się Barcelona.
Spotkania pomiędzy dwiema najlepszymi drużynami z Madrytu, czyli Realem i Atletico zwykle przysparzają wielu emocji. Tak było i w tę sobotę, gdy to na Estadio Santiago Bernabeu przyjechał lokalny rywal. Już przed meczem atmosfera na stadionie była bardzo gęsta, wyjątkowości temu wydarzeniu dodało pojawienie się na stadionie legendy Realu Madryt – Marcelo, który w związku z zakończeniem kariery piłkarskiej otrzymał pamiątkową koszulkę. Wracając do samego meczu, ciężko było jednoznacznie wskazać na faworyta, bo Atletico w ostatnich meczach mogło się pochwalić doskonałą skutecznością i mimo trudnego wyjazdu do obecnego mistrza Hiszpanii, nie było skazywane na porażkę. Gospodarze natomiast w ostatnich kolejkach zaliczyli wpadkę z Espanyolem i ich forma była odbiegająca od normy, na dodatek Real zmaga się z falą kontuzji, która wykluczyła im aż czterech obrońców z podstawowego składu. W związku z tym trzeba się było zdać na umiejętności trenerskie Carlo Ancelottiego.
Od samego początku widać było zaskakujący brak skuteczności w ataku Realu, gospodarze wyglądali jakby ich jedynym planem taktycznym było liczenie na przebłyski indywidualnego geniuszu kogoś z trójki: Vinicius, Mbappe, Rodrygo. To Atletico mogło się popisać lepszą grą, skutecznie neutralizując ataki rywali i wyprowadzając szybkie kontry. Jedna z nich po dośrodkowaniu z lewego skrzydła i niefortunnej interwencji Tchouameniego zakończyła się w 34. minucie podyktowaniem rzutu karnego dla Los Colchoneros. Spóźniony obrońca nastąpił na nogę napastnika Atleti we własnym polu karnym. Jedenastkę na gola chwilę później zamienił Julian Alvarez. W kolejnych minutach goście stwarzali sobie kolejne sytuacje, które nie zakończyły się golem, Real wydawał się całkowicie bezradny wobec tego co się działo na boisku. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie, 1:0 dla Atletico, a gospodarze musieli coś zmienić na drugie 45 minut tego spotkania.
Zmianę faktycznie dało się zauważyć, Królewscy wyszli ze zdecydowanie lepszym nastawieniem na drugą część meczu. Zaczęli stwarzać poważne zagrożenie pod bramką gości i niejednokrotnie zmuszali Jana Oblaka do interwencji w bramce. Przyjezdni jednak usiłowali kontynuować game plan z poprzedniej odsłony. Pierwsze przełamanie nastąpiło po upływie jedynie czterech minut, gdy to po podaniu z prawego skrzydła strzał w światło bramki oddał Bellingham, którego wyczuł bramkarz i wybił piłkę, do której jednak dopadł Kylian Mbappe i wpakował ją do siatki rywali. Po tym golu stadion eksplodował, kibice dostali nadzieję na więcej, podobnie jak piłkarze. Minęły zaledwie dwie minuty i po dośrodkowaniu z lewego skrzydła Bellingham trafił w poprzeczkę, a zaraz znów główkował, tym razem w ręce bramkarza. Natarcie Realu trwało, ale dzielnie bronili się goście, od czasu do czasu wykorzystując błędy w rozegraniu, przeprowadzali kontrataki. Żaden z nich nie zakończył się jednak bramką. Na wyróżnienie po tym meczu zasłużył pomocnik Realu Madryt, przez wielu uznany najlepszym zawodnikiem tych derbów, popisując się niesamowitą dokładnością podań, która wyniosła 99%, co oznacza, że na 102 wykonane przez niego podania, aż 101 było celnych. W drużynie gości natomiast „najjaśniejszym punktem został wybrany Jan Oblak, którego interwencje uratowały wynik zespołu prowadzonego przez Diego Simeone.
Ostatecznie drużyny podzieliły się punktami, w związku z czym szanse na wyprzedzenie ich w tabeli zyskała Barcelona, która jest obecnie trzecia. W związku z tym w niedzielę dowiemy się czy wykorzysta tę okazję, aby nadrobić stratę punktów.

