Radny Tomasz Pitucha ucieka przed dzikiem. Przestraszył się zwierzęcia
Jeśli mieliście państwo wątpliwości, którą opcję polityczną wspierają dziki, to po ataku na miejskiego radnego Tomasza Pituchę z PiS-u maski z ich pyszczków właśnie opadły. Przy okazji oberwało się też Żukowi (prezydentowi oczywiście), że trzyma z dzikimi lochami.
Historię spotkania radnego miejskiego Tomasza Pituchy z dzikiem powinno się opowiadać na każdej lekcji geografii i przyrody. To w końcu wzorcowy przykład na to, jak nie należy zachowywać się, będąc w takiej sytuacji.
„Zostałem zaatakowany przez dzika” – napisał w piątek dzisiaj wieczorem na Facebooku Tomasz Pitucha z Prawa i Sprawiedliwości. Dramatyczną historię wzbogacił serią nie mniej dramatycznych zdjęć wykonanych smartfonem już po ataku wygłodniałego zwierza. Widzimy na nich zakrwawione ręce i kolano miejskiego radnego, na nodze jest też kilka siniaków.
Dantejskie sceny rozegrały się godzinę wcześniej na ścieżce rowerowej nad Bystrzycą. Tomasz Pitucha spacerował z psem, kiedy dostrzegł, że w jego kierunku biegnie dzik. Na wszelki wypadek pan radny też zaczął biec. Uciekać. Zwiewać ile sił w nogach. A potem krzyczeć. Bardzo głośno krzyczeć. Domyślam się, że państwa wyobraźnia mocno już pracuje, rysując przed oczami straszne sceny. I nie ma się z czego śmiać – jeśli widzieliście państwo walkę generała Maximusa Crowe’a z lwem w „Gladiatorze”, to wiecie o czym piszę.
W rozmowie z portalem TVN24.Pitucha opowiada, że ta ucieczka to w sumie tak średnio wyszła, bo zwierzę było bardzo szybkie. W dodatku Pitucha przewrócił się i doznał tych wszystkich koszmarnych obrażeń, które widzimy na zdjęciach. Dodatkowo uderzył się w głowę i naciągnął kilka mięśni. Gdy dorzucimy do tego jeszcze podartą kurtkę i spodnie oraz stłuczone okulary to faktycznie może zrobić się trochę smutno.
– Do dziś odczuwam pewien dyskomfort – mówi dziennikarzowi TVN24.
Smutno było też pewnie samemu Pitusze, kiedy na Facebooku przeczytał komentarz wicemarszałka sejmiku Bartłomieja Bałabana o tym, by „nie zaczepiał dzika, bo dzik jest dziki”. Mało tego – Bałaban dorzucił mu w gratisie link do piosenki z Akademii Pana Kleksa o tym zwiewaniu na drzewo. Radny nie docenił jednak ani rady kolegi, ani przestrogi Jana Brzechwy i z pełną powagą odpisał, że tu nie ma nic do śmiania.

No nie ma, zwłaszcza, że w całej tej ponurej historii wyłania się jeszcze sojusz dzików z prezydentem Lublina Krzysztofem Żukiem. Zresztą właśnie od tego Pitucha zaczyna swój wpis w mediach społecznościowych. „Przez dwa lata jako radny miejski pisałem interpelacje do Prezydenta miasta #Lublin w sprawie zagrożenia dla mieszkańców że strony watah dzików. Bezskutecznie.” W 2020 roku radny proponował odstrzał dzików. Pomysł przepadł z powodu negatywnego stanowiska Polskiego Związku Łowieckiego. Kolejną propozycją było odławianie dzików i ich wywożenie w głąb lasu. Wtedy też się nie udało, bo przewozu zwierząt zabraniają przepisy związane z afrykańskim pomorem świń.
ŚRÓDTYTUŁ
Historia opisana przez pana radnego może mieć jednak pozytywny wydźwięk. Oto dostaliśmy świetny materiał szkoleniowy na temat tego, jak na pewno nie powinniśmy się zachowywać, gdy spotkamy w mieście dzika (szkoda, że nie ma z tego nagrania wideo). Przede wszystkim pamiętajmy, że nigdy nie należy uciekać. To nomen omen najszybsza droga do tragedii. Już w podstawówce dzieci uczą się, że dziki mimo swojej masy potrafią biec z prędkością 45 km/h. Co prawda podobny wynik osiągnął kiedyś biegacz Usain Bolt, ale mam poważne wątpliwości, czy Tomasz Pitucha był w piątek w stanie powtórzyć ten wynik.
Warto też wiedzieć, że choć mocno spłoszony i sprowokowany przez człowieka dzik może odreagować ucieczką, to jeśli nie będzie miał gdzie pobiec, na pewno zrobi się agresywny. Mówił o tym niedawno w Wyborczej prof. Marian Flis z Katedry Etologii Zwierząt i Łowiectwa Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. – Po prostu zaatakuje. Nie będzie to jakieś gryzienie. Zwierzę nabierze rozpędu i uderzy, próbując nas przewrócić. I to jest bardzo niebezpieczne, bo 100-kilogramowa locha czy odyniec może zrobić krzywdę. Dlatego nie wolno go prowokować, a jeśli już próbujemy go odstraszać, to na spokojnie. Trzeba trzymać dystans – przestrzega prof. Flis.
Specjaliści apelują, by w przypadku spotkania z dzikiem zachować spokój. Lepiej nie robić mu zdjęć, bo flesz w aparacie może go skutecznie rozdrażnić. Gdy jednak dzik zaatakuje, najlepszym wyjściem będzie ucieczka na drzewo, wejście na murek albo nawet samochód. Dziki nie potrafią się wspinać i w bardzo ograniczonym zakresie są w stanie spojrzeć w górę. Nie są też zbyt zwrotne, więc w przypadku konieczności ucieczki najlepiej szybko zmienić kierunek.
Na koniec pozostaje jeszcze pytanie, dlaczego dzik zdecydował się w ogóle zaatakować miejskiego radnego. Być może chodziło o miejsce, które wybrał sobie Pitucha na spacer z psem. Ścieżka rowerowa to w końcu nienajlepsze miejsce na wyprowadzanie swoich pupili. Co prawda trudno tam o zderzenie z dzikiem, ale już ryzyko kolizji wejścia pod koła roweru wzrasta niewyobrażalnie szybko. Zwłaszcza, gdy szybko jedzie też rowerzysta.

