Jak to jest pracować w radiu? [WYWIAD]
Akademickie Radio Centrum działa od dokładnie 70 lat. To wyjątkowe miejsce wykształciło wielu znakomitych dziennikarzy. Jak wygląda w nim codzienna praca? Postanowiliśmy to sprawdzić i udaliśmy się, aby porozmawiać z samymi radiowcami. Jak wygląda praca w radiu i czy warto w nim pracować, aby rozwijać swoją karierę dziennikarską?
Gościem naszego wywiadu był Jan Zieliński, pracuje zaledwie 4 lata w audycji muzycznej, lecz jego zainteresowanie dziennikarstwem i radiem zaczęło się w podstawówce, gdy w jego rodzinnym mieście Zamość powstało Radio Złote Przeboje „pamiętam, gdy nasza polonistyka się zapytała, kim chcemy być, ja powiedziałem, że dziennikarzem”. Gdy zapytaliśmy, dlaczego akurat radio jest formą mediów w której preferuje działać, odpowiedział że „przede wszystkim radio daje możliwość odezwania się do ludzi […] ktoś posłucha moich sucharów albo jakichś moich wywodów na różne tematy i pomyśli sobie „kurczę ale fajne” i się po prostu uśmiechnie”.
Pierwszy dzień w pracy zawsze jest stresujący i pełen emocji, w przypadku Jana nie było inaczej „odzywałem się i było takie „boże święty to jest słabe” […] ale potem gdzieś tam się okrzesałem, pierwsze wspomnienia z pracą to było hartowanie charakteru”. Pracując w radiu należy spodziewać się niespodziewanego, lecz bez wątpienia trzeba być przygotowanym na różne śmieszne bądź zaskakujące sytuację podczas rozmów ze słuchaczami, jako że Jan pracuje w radiu już 4 lata, to ma w zanadrzu kilka ciekawych historii „miałem jakiś konkurs, zadzwoniła do mnie jakaś laska, wygrała po prostu, bo napisała prawidłowego SMS-a, mówię „dobra spisuje nazwisko”. Mija pół godziny robię dalej konkurs i rozdaje różne rzeczy i znowu dzwoni do mnie laska, słucham i myślę „podobny głos” spisuje nazwisko i jest to samo, myślę sobie „co jest grane?”, okazało się, że dobiły się tego dnia do mnie bliźniaczki”.
Jakbyś przekonał studenta dziennikarstwa do pracy w radiu? Zależy od tego, co nas interesuje i w jakiej dziedzinie pracy w radiu odnajdziemy się najlepiej „w radiu troszkę łatwiej nam jest niż na przykład jakby chciał iść do telewizji, jeżeli chodzi o DJ-kę, to zawalista przygoda, naprawdę. Dużo śmiesznych rzeczy się dzieje, dużo rzeczy się można nauczyć, naprawdę wyrobić sobie charakter, uwierzcie mi, ja jak przychodziłem tutaj do radia byłem totalnie clueless i totalnie pogubionym człowiekiem, i radio trochę mi mimo wszystko pomogło gdzieś tam w znalezieniu swoich zajawek, pasji i osobowości, i to jest największa wartość tego radia, że praca w takim sektorze dostarcza dużo warsztatu”.
Praca w radiu zdecydowanie nie jest nudna ani monotonna, można powiedzieć, że pracując w radiu codziennie czeka na nas coś innego, inni ludzie, inne historie i inne emocje. Wywiad otwiera inną, bardziej praktyczną perspektywę na to jak może wyglądać praca w radiu. Dla studenta dziennikarstwa praca w radiu jest idealną okazją, aby wypracować warsztat dziennikarski, poznać nowych ludzi i stworzyć niezapomniane historie.
WYWIAD
– Mógłbyś nam powiedzieć, jakie było twoje pierwsze wspomnienie z radiem? Ten odbiornik radiowy zawsze był gdzieś przy tobie?
Dla mnie przede wszystkim radio to jazdy z rodziną na wycieczki, słuchanie sobie „Eski” w 2003 i 2004 roku, lecące „Długość dźwięku samotności” Myslovitz. To są tego typu pierwsze, mgliste wspomnienia. Jakie były pierwsze świadome? Z jakiegoś powodu zafascynowało mnie, że do Zamościa weszło „Radio Złote Przeboje”. Pamiętam różnego typu programy – np. ten kabaretu „Ani Mru Mru”. Regularnie słuchałem go wtedy jak pamiętam. Rano brałem sobie odbiornik. Normalnie wstawałem i słuchałem. Był to jeszcze czas, gdy nie miałem zbyt dobrego Internetu, więc tak sobie radziłem.
– Radio było dla ciebie typowo źródłem rozrywki, czy też informacji?
Odkąd pamiętam byłem zafascynowany mediami. Pamiętam, że jak w podstawówce nasza polonistka spytała się, kim chcemy być, powiedziałem, że chcę być dziennikarzem. Zostało to oczywiście wyśmiane zarówno przez nauczycielkę, jak i przez moich kolegów z klasy. No i zobacz, gdzie jestem? Jestem tutaj. I wiesz co chciałem? Chciałem się w to bawić, wiedzieć, jak to wyglądać. Chciałem być przy tym. To była dla mnie trochę rozrywka, trochę informacja. Jestem bardzo zafascynowany muzyką, więc bardzo lubię chłonąć wszelkiego rodzaju informacje z tym związane. To był dla mnie sposób na poznawanie tego wszystkiego. Stricte pod kątem muzycznym przestałem słuchać radia około roku 2014, gdy pojawił się w nim przebój Flo Ridy „Whistle”. Generalnie za dzieciaka miałem angielski na dobrym poziomie, więc bardzo wcześnie zrozumiałem o czym jest ta piosenka.
– Dlaczego radio, a nie inna forma mediów?
Radio jest przede wszystkim związane z muzyką. Mogę się odzywać do ludzi, zrobić z siebie klauna i gadać totalne głupoty, błaźniąc się. Liczyć na to, że ktoś posłucha moich sucharów, albo moich wywiadów na różne tematy. Może ktoś pomyśli sobie „kurczę, ale śmieszne, ale fajne?”. Może ktoś po prostu się uśmiechnie. Dlatego mnie to wszystko przekonuje. Przy okazji nie muszę pokazywać twarzy. Mikrofon niej mnie deprawuje niż kamera. Chodzi mi o taką swobodę. Wolę mikrofon od kamery.
– Co musiałyby posiadać inne formy mediów, żebyś rozważył odejście z radia? Jesteś absolutnym fanem tej koncepcji?
Na razie jestem na etapie przejściowym. Skończyłem studia i aktywnie szukam pracy. Mogę powiedzieć, że jest ciężko… bardzo ciężko. Zostałem w radiu tak trochę po prostu, żeby mieć co robić w wolnym czasie. Mimo tego, że pracuję już tyle lat i nie ma tylu zaskoczeń, co kiedyś, ta zajawka zostaje. Powoli, bocznymi kanałami rozwijam sobie różne projekty. Pracuję nad kanałem na YouTube. Myślę nad tym, aby przesiąść się na YouTube – czy to w formie audio, czy w formie wideo. Jeszcze nie do końca wiem, bo nadal to rozwijam. Potrzebowałbym pomysłu, aby przejść do innych form. Mając podczas rozmawiasz przez dwie, trzy godziny. Na to trzeba mieć pomysł. Trzeba mieć temat, o którym można gadać. Ja na szczęcie znalazłem swoją niszę. Mam o czym gadać.
– No więc co jest twoją niszą?
Mówię o hip-hopie. Miałem dzięki temu okazję dotknąć YouTube’a. Nie od strony twórcy, ale wystąpiłem gościnnie na jednym kanale związanym z rapem. Świetnie się bawiłem i stwierdziłem, że chce coś własnego stworzyć. Chłopaki, którzy robią ten kanał naprawdę mi imponują i powiedzmy, że chcę gdzieś dalej ciągnąć tą kulturę, technologię. Chcę szerzyć świadomość w przystępnej formie. Jakkolwiek może brzmię właśnie jak rasowy snob, chcę być w miarę dostępny.
– Jak wyglądał twój pierwszy dzień pracy w radiu?
Po raz pierwszy wszedłem na antenę między Świętami a Sylwestrem. Gadałem totalnie losowe głupoty. Rzucałem żarty, które kompletnie nie trafiały. Odzywałem się i to było takie: „Boże święty, to jest słabe”. Potem to odsłuchałem i faktycznie było słabo. Na początku swojej przygody miałem dużo różnych zdarzeń. Pamiętam moje trzecie, czwarte pasmo. Wyrzuciło wtedy odsłuchy. Nie mieliśmy ich i musieliśmy to jakoś technicznie rozwiązań. Na szczęście udało mi się nie stracić zimnej krwi i jakoś to poprowadziłem do końca. To jest praca, takie hartowanie charakteru i tworzenie odporności na wszelkiego rodzaju zjawiska.
– Czego spodziewałeś się, idąc do tej pracy?
Spodziewałem się niespodziewanego. Spodziewałem się wszystkiego, totalnie wszystkiego. Oczekiwałem, że raczej nie do końca wszystko mi wyjdzie. To był pierwszy rok mojej pracy tutaj. Miałem w ręku kiść pomidorów i rzucałem nimi o ścianę, licząc na to, że któryś się przyczepi. Pomidory to metafora moich pomysłów, które przedstawiałem na antenie. Pracuję już wiele lat. Cztery lata to sporo jak na radio akademickie.
– Jaka była twoja najciekawsza lub najśmieszniejsza historia związana z radiem i swoim udziałem w radiu?
Trochę tego było. Przytoczę jedno z takich pierwszych doświadczeń. Ja jako DJ mam kontakt ze słuchaczem. Miałem jakiś konkurs i zadzwoniła do mnie jakaś dziewczyna. Wygrała, napisała, spisałem nazwisko. Okej, fajnie. Mija jakaś godzina, pół godziny. Robię dalej konkurs, dalej rozdaję różne rzeczy i znowu dzwoni do mnie dziewczyna. Tak słucham i myślę „taki podobny głos”. Spisuję nazwisko – to samo. Myślę sobie „co jest grane?”. Okazało się, że dobiły się do mnie tego samego dnia bliźniaczki. Pamiętam jeszcze pasmo weekendowe. Napisał do mnie bez powodu chłopak, że czeka w samochodzie przed szpitalem na poród swojej żony. Spytał się, czy może prosić o piosenkę. Poprosił o piosenkę Pearl Jamu „Jeremy”. Stwierdziłem „fajna historia, zrobię z tego wejście”. Piętnaście minut po moim wejściu narodził się Jeremy. Jakby słuchać się w tekst to może trochę niefortunnie, ale tak się stało. Najbardziej adrenalinogenna historia to pasmo, gdy wybuchła wojna. Moja koleżanka miała pasmo rano. Ja w ogóle przyszedłem taki nieświadomy. Przychodzę sobie z cebularzem. Pytam w końcu „Karolina. Co się stało?”. Ona do mnie „Janek. Wybuchła wojna!”. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że coś się stało. Zacząłem nakręcać wtedy jakieś kontakty, jakichś ludzi do pomocy, osoby z Ukrainy trzeba było nakręcić. Później musiałem sam poprowadzić pasmo. To wszystko w takim superpoważnym tonie, bo taki to był dzień. Strasznie męczący, ale też mimo wszystko strasznie satysfakcjonujący.
– Przechodząc do samego radia. Nie boisz się, że podcasty zabiją radio?
Zacznijmy od tego, że podcasty już zabiły radio. Poniekąd. Ci, którzy mieli już odejść, ci, którzy nie lubią tego, że im DJ przeszkadza, reklamy im przeszkadzają – takie osoby już sobie poszły. Zostały osoby, które są w to radio wkręceni i widzą jakąś korzyść w tym radiu. Może lubią, jak ktoś im gada między piosenkami? Może lubią osobowość danego prezentera? Może to radio produkuje im jakieś treści? W tym momencie zauważam, że radia przerzucają się na takie treści podcastowe. Starają się produkować takie audycje gadane i w tym gdzieś upatruję ratunek dla tej formy mediów. Zobacz na prasę. Przyszedł Internet to wszyscy zaczęli wieszczyć koniec prasy, zwykłych gazet. Wtedy przyszła Wyborcza i zrobiła abonament ze swojej treści. Nagle okazuje się, że to działa. To jest korzystna nawet dla samej Wyborczej forma, bo w tym momencie są liderami w Europie, a przynajmniej w tym regionie. Umarła? Nie umarła. Ludzie chcą płacić za treści w Internecie? Chcą płacić za treści w Internecie? Przeewoluowała, przeewaluowała gdzieś swoją wartość, swoje cele. Odnaleźli się bardzo dobrze w tej rzeczywistości. Ja myślę, że radio czeka to samo. To samo czeka też telewizję, chociaż telewizja powoli wchodzi w Internet, zostając jedną notą w tej treści.
– Jakbyś przekonał młoda osobę do pracy w radiu?
Wszystko zależy od tego, co dana osoba chciałaby robić w tym radiu. Ja uważam, że na ten moment radio jest łatwiejszym rozwiązaniem od telewizji. Jeśli chodzi od DJ to jest to super przygoda. Dużo świetnych rzeczy się dzieje, dużo śmiesznych sytuacji. Można naprawdę wyrobić sobie charakter. Jak przychodziłem do tego radia to byłem totalnie pogubionym człowiekiem i radio trochę pomogło mi w odnalezieniu swojej pasji i swojej osobowości. To jest tak naprawdę taka największa zaleta tego radia. Praca w takim sektorze naprawdę dostarcza dużo wartości dla twojego warsztatu.
Autorzy: Hubert Pańtak, Sonia Sitek

