Feminatywy – konieczność czy niepotrzebny wymysł?
Czym w ogóle są feminatywy? To pytanie może zadawać sobie wielu z was. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ samo to hasło nie było przez wiele lat zbyt popularne, dopiero teraz mamy z nim więcej do czynienia.
Według Wikipedii feminatywy to żeńskie formy gramatyczne nazw zawodów i funkcji, z przyrostkami potocznie zwanymi „żeńskimi końcówkami”; nazywają kobiety ze względu na przysługujący im tytuł, pełnioną funkcję, zajmowane stanowisko, wykonywany zawód, itd.
W ciągu kilku ostatnich miesięcy coraz częściej słyszymy feminatywy za sprawą nowego rządu. Panie minister nie chcą być już nazywane Paniami minister, wolą zwrot ministra. Rada Języka Polskiego uważa to za poprawą formę żeńskiego odpowiednika dla słowa minister jednak dla wielu osób ta forma jest niezrozumiała. Nazwy zawodów np. dziennikarka, pielęgniarka, fryzjerka są dla nas jak najbardziej normalne i zrozumiałe jednak tworzone w nowy sposób feminatywy mogą być dla wielu problematyczne. Idąc logiką tworzenia wyrazów w języku polskim wcześniej wspomniana ministra powinna być ministerką.
Jest wiele nazw, które w formie żeńskiej mogą być nie tyle niezrozumiałe, ale również ciężkie do wypowiedzenia oraz mogą brzmieć nieprofesjonalnie. Nazwy zawodów związanych ze służbą zdrowia to jeden z wielu takich przykładów. Chirurżka, neurolożka, kardiolożka, endokrynolożka, to tylko kilka z nich. Są zrozumiałe jednak mogą być ciężkie do wypowiedzenia co jest niepotrzebnym utrudnieniem w codziennym życiu. Kolejnym przykładem są nazwy stopni służb mundurowych. Pułkowniczka, generałka, kapralka, sierżantka, kapitanka, poruczniczka i moje ulubione majorka. Tytuły naukowe są kolejnym przykładem; w formie żeńskiej mogą mieć zupełnie inne znaczenie niż oczekiwane. Magisterka to przecież potocznie nazywana praca magisterska a Doktorka to dla wielu kobieta będąca lekarzem.
Forma męska zawodów, tytułów, stanowisk itd. przez wiele osób jest rozumiana nie jako forma męska tylko raczej jako bezosobowa forma stosowana dla każdego niezależnie od jego płci. Aktualnie jesteśmy świadkami zmieniającego się języka nawet w tej kwestii. Tworzone są nowe wersje feminatywów, które z jakiegoś powodu w podstawowej formie gramatycznej nie zostały uznane za odpowiednie. Te nowe również gramatycznie uważane są za poprawne, jednak nijak się mają do zasad języka polskiego, których uczymy się od małego, co może komplikować sprawną komunikację.
Zespół pracuj.pl postanowił sprawdzić jakie zdanie o feminatywach mają same kobiety. W przeprowadzonym badaniu dotyczącym żeńskich nazw stanowisk wzięło udział blisko 18 tysięcy respondentek. 83% badanych kobiet uważa, że żeńskie nazwy stanowisk powinny być używane powszechnie, na równi z męskimi. Jednak w pytaniu o opinię o roli feminatywów w pracy i rekrutacji aż 30% ankietowanych odpowiedziało, że nie do wszystkich nazw zawodów pasują żeńskie nazwy stanowisk, przykładowo sędzina przez wiele osób uważana jest za żonę sędziego, a pilotka za nazwę nakrycia głowy.
Czy używanie feminatywów jest złe? Oczywiście, że nie. Kobiety powinny być zauważane i doceniane, a żeńskie formy nazw wykonywanych przez nie zawodów w tym pomagają. Jednak to jakie emocje i kontrowersje potrafią wywoływać może być istotną kwestią pokazującą, że wymyślanie nowych, odstających od normy form gramatycznych dla wielu osób jest po prostu przesadzonym zabiegiem, który poza komplikowaniem komunikacji nic więcej nie wnosi.

