Uncategorized

Pozwólmy przeszłości odejść

Mamy 23 listopada, na sali koncertowej Akademickiego Radia Centrum odbywa się koncert zespołu SexyCutts. Zespół był mi absolutnie nieznany, więc na szybko sprawdziłem ich Bandcamp. W kawałkach zamieszczonych na ich stronie w serwisie można było wyczuć mocne inspiracje psychodelicznym rockiem z lat ’60 (ba, nawet w opisie o tym napisali). Co do frekwencji, była może setka osób. Całkiem nieźle jak na mało znany band, do tego też należy dodać fakt, że cały występ SexyCutts można było usłyszeć w radiu na żywo.

Cały koncert trwał godzinę, gdzie w przeciągu tych 60 minut zagrali 9 autorkich utworów. Co to było za doświadczenie… Półnagi wokalista grający na klawiszach, gitarzysta z energią, która mogłaby puścić całą salkę z dymem i zupełnie niczym niewyróżniający się perkusista. To nie mogło się udać. Yelo, wokalista siedział(?) za klawiszami i wył do mikrofonu. Średnio podobał mi się wokal, więc skupiłem się na muzyce, olewając teksty. Ciężko jest mi cokolwiek napisać o perkusiście Jabolu(super nazwa, he he), on po prostu tam był i „odbębnił swoje” poprawnie, bez fanfarów. Natomiast gitarzysta to zupełnie inny poziom. Anton gibał się na scenie tak jakby zjadł przed występem garść tabletek i wyskakiwał z niej przepychając się z ludźmi z przodu. Gość ewidentnie odstawał od ekipy swoją energią.

No ale jak wyszli, czy ich projekt można uznać za dobry, bądź co najmniej interesujący? Absolutnie nie. Muzyka SexyCutts jest jak kanapka, którą odnajduje uczeń w swoim plecaku po wakacjach, przygotowując się do nowego roku szkolnego. Muzyka jaką przedstawiło nam warszawskie trio wprowadza nic świeżego ani ambitnego, zalatuje nudą. Zespół starał się nas omamić, że lekko zmodyfikowana muzyka pokroju Pink Floyd czy twórczość Jimiego Hendrixa może być świeża.

Pobudka, ta muzyka miała już swoje złote lata. To spowodowało, że oszczędziłem sobie uszu i w połowie koncertu wyszedłem. Uważam, że nie warto było przyjść na koncert Sexycutts, 30 minut wyjęte z życiorysu, które mogłem przeznaczyć na ambitniejsze rzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *