Krew, Flaki i Schizofrenia
Przez ostatnie 3 lata, bacznie obserwuje polska scene hip-hopową i przez ten czas zauważyłem jedną rzecz: w Polsce nie ma zbyt dużo horrorcoru. Zanim przejdziemy dalej ustalmy sobie czym jest horrorcore.
Gatunek ten powstał w latach 90′ i tematyka obraca się wokół ciemnej strony człowieka tj. problemy psychiczne, śmierć, satanizm/okultyzm. Ojcami tego gatunku są między innymi Geto Boys czy Three 6 Mafia. Gatunek ten został spopularyzowany przez takich raperów jak Eminem i Insane Clown Posse.


Jak dotąd wymieniłem tylko amerykańskich artystów, kto reprezentuje polski horrorcore? Pierwszy raper jaki rzuca się na usta to Wojciech Zawadzki, szerzej znany jako Słoń. Gość świetnie opowiada historie, czasem ze szczyptą humoru(Pan Patryk Pojechał na Biwak), a czasem opowieści te są tak graficzne aż włos jeży się na głowie(Szepty, krzyki). Z moich obserwacji, pierwszy moment w którym Słoń poruszył polską sceną hip-hopową to premiera Demonologii we wrześniu 2010 roku. To wszystko przez jeden utwór – Love Forever. Utwór jest o miłości, której nie potrafiła pokonać nawet śmierć. Storytelling w tym kawałku został wyniesiony na nowy poziom. Ilość szczegółów zawartych w tekscie jest porażająca. Nekrofilia, kanibalizm i fetyszyzm nigdy nie były tak romantyczne. To w sumie niesamowite, że pomimo jego kanciastego flow, do dziś Słóń cieszy się sporą popularnością.


Przed Słoniem były jeszcze 2 projekty bardzo istotne dla tej niszy, a mianowicie Kaliber 44 i Nagły Atak Spawacza. Albumy „Księga Tajemnicza. Prolog” Kalibru 44 i „Rap i Gwałt” N.A.S. z roku 1996 jako pierwsze reprezentowały horrorcore w Polsce. Gdyby nie te dwa wcześniej przedstawione projekty, zakładam, że horrorcore w Polsce przez długi czas nie istniałby w ogóle.


Dlaczego ten gatunek jest mało popularny na naszym podwórku? Jak powiedział kiedyś Tadeusz Sznuk: „Nie wiem, choć się domyślam”. W dużej mierze jest to spowodowane naszą mentalnością. Pomimo sporej popularności podcastów True Crime czy kryminałów, ta tematyka w muzyce zdaje się być tabu. Porównując historie polskiego i amerykańskiego hip-hopu, ingerencja gangów w Polsce jest mała, znikoma. Jedynym znanym mi wyjątkiem jest Karramba. Cała reszta albo nie ma nic wspólnego z gangsterką albo udają gangsterów, są pozerami. Natomiast na zachodzie, duża część raperów należy do gangów, przez to raperzy mają więcej odwagi, nie raz chwaląc się ich działalnością przestępczą.
Podsumowując, prawdopodobnie horrorcore nigdy nie wybije się do mainstreamu, polscy słuchacze preferują pozerów i „cukierkowych” raperów, nawijających na 3/4 swojej dyskografii o narkotykach i seksie. Szkoda.
