Przyczyny kryzysu Manchesteru United – od hegemona do ligowego średniaka – felieton

Manchester United, klub, który przez dekady dominował na angielskiej i europejskiej scenie piłkarskiej, od kilku lat zmaga się z kryzysem, który wydaje się nie mieć końca. Jeszcze kilkanaście lat temu „Czerwone Diabły” były synonimem sukcesu, ale obecnie trudno o nich mówić jako o realnym kandydacie do tytułów. Co doprowadziło do tej spektakularnej degradacji z pozycji hegemona do roli ligowego średniaka?

Koniec ery sir Aleksa Fergusona
Bez wątpienia najważniejszym momentem, który zapoczątkował problemy klubu, było odejście sir Aleksa Fergusona w 2013 roku. Szkocki menedżer, który prowadził drużynę przez 27 lat, był nie tylko trenerem, ale również liderem i architektem sukcesów United. Jego zdolność do budowania drużyny, zarządzania piłkarzami i adaptacji do zmieniających się realiów futbolu była bezprecedensowa. Niestety, żaden z jego następców – od Davida Moyesa przez Louisa van Gaala, Jose Mourinho, Ole Gunnara Solskjæra, aż po Erika ten Haga – nie był w stanie dorównać jego osiągnięciom.

Najbliżej tego był Norweg, bo pierwsze sezony w jego wykonaniu były imponujące. Wicemistrzostwo Anglii, finał Ligii Europy, brakowało tylko trofeum. Niestety z czasem wszystko zaczęło się psuć. Ofensywny styl zanikł, pojawiły się konflikty z piłkarzami m.in. Cristiano Ronaldo i Solskjaer musiał opuścić drużynę. Większość kibiców popierała tą decyzję, sympatyczny Norweg doczekał się nawet popularnej wśród fanów przyśpiewki „Ole at the Whell” (Ole na kole) co symbolizowało nierówną formę zespołu pod jego przewodnictwem.

Chaos w strukturach zarządzania
Jednym z głównych problemów Manchesteru United jest brak spójnej wizji w zarządzaniu klubem. Po odejściu Fergusona i dyrektora wykonawczego Davida Gilla, zarząd klubu popełniał liczne błędy. Ed Woodward, który przez lata odpowiadał za transfery i finanse klubu, często był krytykowany za brak znajomości piłkarskich realiów. Efektem tego była nieudolna polityka transferowa, przejawiająca się przepłacaniem za piłkarzy oraz kontraktowaniem zawodników, którzy nie pasowali do filozofii drużyny. Sytuacja miała się poprawić po przejęciu klubu przez sir Jima Ratcliffe’a i jego grupę INEOS. Na razie jednak minęło zbyt mało czasu, aby wyrokować, czy wyjdzie to United na dobre. Na pewno nowy zarząd zaliczył już kilka wpadek między innymi z nowym dyrektorem sportowym Danem Ashworthem który został zwolniony po pół roku pracy. Wydaje się jednak, że dyrektor generalny Omar Berrada to odpowiedni człowiek na swoim miejscu. Jak wyjdzie to okaże się w przyszłości.

Brak tożsamości drużyny
Kolejnym problemem jest brak jasno zdefiniowanej tożsamości drużyny. Za czasów Fergusona United był znany z ofensywnego stylu gry, szybkości na skrzydłach i nieustępliwości w defensywie. W ostatnich latach drużyna często zmieniała swoje podejście, co wynikało z rotacji menedżerów o odmiennych filozofiach gry. Taki brak stabilności utrudnia rozwój zespołu i sprawia, że trudno stworzyć długoterminową strategię.

Nieudane transfery
Pomimo ogromnych wydatków na wzmocnienia, wiele transferów okazało się kompletną klapą. Piłkarze tacy jak Angel Di Maria, Alexis Sanchez czy Harry Maguire nie spełnili oczekiwań, jakie w nich pokładano. Brak skutecznego scouting’u i zatrudnianie zawodników na podstawie ich medialności, a nie faktycznych umiejętności, sprawiło, że drużyna stała się zbiorem indywidualności zamiast zgranego zespołu. Rekordzistą w tej sprawie był Erik Ten Hag który wydawał astronomiczne sumy na przeciętnych piłkarzy. 95 mln euro za Antonego stało się symbolem tragicznej polityki transferowej, ale przykładów jest więcej. Rasmus Hojlund za 70 mln € czy Jadon Sancho za 85 mln €.

Problemy z dyscypliną i atmosferą
Manchester United zmaga się także z problemami wewnętrznymi. Konflikty w szatni, brak liderów na boisku i poza nim, a także trudne charaktery niektórych piłkarzy, takich jak Cristiano Ronaldo czy Jadon Sancho, tylko pogłębiały chaos. Współczesne drużyny potrzebują nie tylko talentu, ale również harmonii, a tej w United brakuje. Ciekawym przypadkiem jest także Marcus Rashford który był z reguły pobłażliwie traktowany przez poprzednich managerów z uwagi na status wychowanka i twarzy akademii z Carrington, a często brakowało zaangażowania w jego grze. Sytuacja zmieniła się, kiedy stery w United objął Ruben Amorim który pytany o anglika powiedział, że wolałby posadzić na ławce w pierwszej kolejności trenera bramkarzy niż zawodnika, który nie daje z siebie 100%.

Konkurencja na szczycie
Warto też zauważyć, że w ostatnich latach wzrosła konkurencja w Premier League. Kluby takie jak Manchester City, Liverpool czy Chelsea inwestowały ogromne środki w rozwój swoich struktur i budowę zespołów. City, pod wodzą Pepa Guardioli, ustanowiło nowy standard dominacji w lidze, a United wydaje się nie być w stanie sprostać temu wyzwaniu. Liverpool pod wodzą Jurgena Klopa zanotował jeden z lepszych okresów w swojej historii. Dobrze w buty Niemca wszedł Arne Slot, a United ciągle szuka swojego wybawiciela. Duże nadzieję pokładane są właśnie we wspominanym wcześniej Amorimie, ale podobnie było z Ten Hagiem. Kibicom pozostaje uzbroić się w cierpliwość i czekać na rozwój sytuacji.

Perspektywy na przyszłość
Czy Manchester United może powrócić na szczyt? Aby to osiągnąć, klub musi przede wszystkim uporządkować swoje struktury zarządzania, stworzyć jasną strategię rozwoju i postawić na menedżera, który będzie w stanie zbudować drużynę od podstaw. Ważne jest również zaufanie do młodych talentów z akademii, która przez lata była chlubą klubu. Choć droga do odbudowy może być długa, historia pokazuje, że Manchester United potrafi podnosić się z kolan. Pytanie brzmi: czy obecny zarząd jest gotowy podjąć to wyzwanie?
Autor: Grzegorz Hunkel
