Uncategorized

Kryzys w związku? Szwedzki festiwal z ziółkami to rozwiąże

Recenzja Midsommar. W biały dzień czyli jak stać się szczęśliwym.

“Midsommar. W biały dzień” to film z 2019 roku w reżyserii Ari Aster. Dzieło bardzo kontrowersyjne i brutalne, a jednak zrobiło ono na większości ogromne wrażenie. Reżyser jest znany z filmów krótkometrażowych i horrorów, których głównymi bohaterami są osoby z wyraźnymi problemami. Podobne schematy i emocje można zauważyć w innym horrorze jego reżyserii “Dziedzictwo Hereditary”, który miałam okazje obejrzeć. Jednak Midsommar różni się tym, że odbiorca nie do końca wie czego się spodziewać, jak było to w przypadku starszego filmu. Oba równie pokręcone i dające do myślenia, a jednak właśnie ten nowszy zasługuje na uwagę.

Na początku filmu jeszcze nie wiemy jak bardzo będziemy w szoku, gdy film dobiegnie końca. W pierwszej scenie w której pojawia się główna bohaterka Dany, dowiadujemy się o tym, że jej rodzina prawdopodobnie nie żyje. Dziewczyna jest zaniepokojona i próbuje skontaktować się z siostrą. Niestety na marne. Zostajemy rzuceni na głęboką wodę bo już na samym starcie rozgrywa się życiowy horror. Cała rodzina kobiety jednego dnia znika z jej życia, a ona nie potrafi sobie z tym poradzić. Dodatkowo jej chłopak zastanawia się nad rozstaniem, lecz przez jasną sytuację do tego nie dochodzi.

Pierwsze pół godziny filmu skupia się na traumatycznym doświadczeniu Dani w której role wciela się Florence Pugh. Idealne dopasowanie zimna za oknem i gry czerwonymi światłami, kiedy strażacy zastają martwe ciała w mieszkaniu jej rodziny. Aktorka idealnie odegrała złość, smutek i zimno jakie czuła po stracie. Była bezsilna po prostu płakała na kolanach swojego chłopaka.

Bardzo dobrym przejściem między jednym wątkiem, a drugim było to jak główna bohaterka prawie wybuchając płaczem weszła do toalety w mieszkaniu natomiast w kolejnej scenie wychodzi ona z toalety samolotu. Grupa znajomych chłopaka dziewczyny, Christiana wraz z nią udaje się na kilkotygodniowy Midsommar. Nie wiedzą wtedy jeszcze, że ich wszystkich czeka koniec, a zagwarantował im to ich własny znajomy, który namówił ich na wyjazd.

Docierając na miejsce zażywają podejrzaną substancje, która wywołuje halucynacje i brak poczucia czasu. Wtedy nie sprawia to na nich większego znaczenia, choć w dalszej części staje się to podejrzane. Zioła, napary czy dziwne napoje są tam na porządku dziennym i maja za zadanie tylko “rozluźnić”. Przekraczając bramę na skraju lasu docierają do wioski z krzywymi domami na których widnieją runy, a wszyscy ludzie dookoła ubrani są w białe zwiewne stroje. Dobrym kontrastem okazuje się to, że praktycznie do końca przyjezdni pozostają we własnych ubraniach. 

Po niecałej godzinie filmu, zaczyna robić się podejrzanie. Już po posiłku na którym musi być totalna cisza dopóki jakichś dwóch starszych ludzi nie zacznie jeść, to będąc na ich miejscu uciekłabym niepostrzeżenie jak najdalej od tego miejsca. Co do sceny cisza trwająca kilka minut nadaje idealne napięcie. Bohaterowie jednak postanawiają zostać, nawet kiedy ta starsza para postanawia rzucić się z klifu na oczach wszystkich. Najwidoczniej nie przeszkadza im oglądanie czyjejś śmierci. Ludzie dookoła nich tłumaczą, że to taka tradycja i nie mają się o co martwić.

Przez kolejne czterdzieści minut rozgrywa się wiele dramatów i zaczynają ginąć ludzie z paczki znajomych. Dani i Christian są zdziwieni, a jednak postanawiają nie drążyć tematu i oddają się codzienności w wiosce. Dziewczyna w jednej ze scen nawet nie zdaje sobie sprawy, że pomaga piec jedzenie przez które straci chłopaka. Mianowicie w jednym z placków podanym właśnie jemu znajdują się włosy kobiety, która chce, aby się w niej zakochał.

Nadchodzi dzień w którym to zostanie wybrana majowa królowa. Dani zostaje przebrana w strój podobny do inncyh i bierze udział w tradycyjnej konkurencji dla dziewcząt. W tym czasie jej ukochany odpływa. Obraz zaczyna mu się rozmywać, i ma niepohamowaną ochotę zdradzić swoją dziewczynę. Po prostu uważa, że jest to właściwe. W momencie tańca dziewcząt Dani jest zaniepokojona, a jednak bardzo bawi ją ta sytuacja. Pod koniec, gdy zostają już tylko trzy dziewczyny zaczyna rozmawiać z jedną z nich po szwedzku mimo, że nie zna tego języka. Dotrwała do końca. Wygrała konkurencję. Dziewczynie, której uda się zatańczyć ostatniej przysługuje korona z kwiatów. Zostaje majową królową.

W czasie uczty Dani przejmuje dowodzenie a chwile później w dorożce niczym z Kopciuszka wyrusza poświęcić uprawy. W tym samym momencie jej chłopak nadal pod wpływem “uroku” odbywa stosunek z niejaką Mają. Główna bohaterka odkrywając prawdę rzuca się w płacz jak z początku filmu. Ponownie idealne emocje w których towarzyszą również inne postacie z filmu. Podobieństwo jakie ma scena płaczu i scena stosunku Christiana jest niemal identyczne. W obu przypadkach ludzie dookoła nich przeżywają dokładnie to samo co oni. Nie do końca wiadomo czy faktycznie czy tylko udają.

Pod koniec filmu Dani w ogóle nie przeszkadzają dziwne tradycje. Sama staje się częścią sekty i jako majowa królowa skazuje swojego byłego na śmierć. Przez cały film była przygnębiona i nie potrafiła sobie poradzić. Na końcu jednak cieszy się. Jest już tak zniszczona, że nie pozostaje jej nic innego.

 

 

Film uważam za bardzo pokręcony, po obejrzeniu wywarł na mnie duża pustkę i zastanowienie. Szok, jak ktoś mógł wymyślić coś takiego. Dowiedziałam się również, że aktorka grająca głowną bohaterkę po tej roli miała duże problemy psychiczne. Nie dziwie się, dużo emocji do odegrania, bardzo ciężka rola i chory scenariusz. Jestem pod wrażeniem, że autor Ari Aster był w stanie dopracować każdy szczegół.

 

Czy wybrałbyś/abyś się na taki festiwal?

  1. Tak
  2. Nie
  3. Może
  4. Tylko w towarzystwie znajomych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *