„Wystarczy jedno zdanie, by wywołać u kogoś uśmiech” O urokach radia z Magdą Zalewską
Choć staje się z każdym rokiem coraz mniej popularne i rzadziej towarzyszy nam w codziennych troskach, to radio wciąż przechowuje w sobie specyficzną magię. Działa ona w szczególności na kogoś, kto pracuje przed mikrofonem i jest odpowiedzialny za tworzenie audycji dla każdego z nas. Ze swojej perspektywy fenomen tego medium wytłumaczyła prezenterka Akademickiego Radia Centrum, Magda Zalewska.
Kto jest Twoim ulubionym artystą?
Jeżeli chodzi o polskich artystów, to lubię polski rap, w szczególności Bambi. To jest na ten moment moja ulubiona artystka.
Oddziałuje na Ciebie jej twórczość podczas pracy w radiu?
U nas w radiu to bardziej rockowa i alternatywna muzyka, więc Bambi może bezpośrednio nie, ale na przykład polskie zespoły, czy wykonawcy już tak. Puszczamy ich muzykę i ma ona wpływ na to, jak mówię, jak coś przedstawiam.
Jak wygląda typowy dzień pracy radiowca z Twojej perspektywy?
W sytuacji, gdy ma się pasmo na 07:00, to wstaje się wcześnie rano, gdzieś po 05:00, żeby się wyszykować. Przychodzi się rano do studia, przygotowuje pasmo, które prowadzi się do godziny 10:00. W tym czasie rozmawiam ze słuchaczami, prezentuję jakieś ciekawostki, nawet pogodę, co ciekawego dzieje się w Lublinie, czy sytuację na drogach. Jeżeli chodzi o sekcję informacyjną, do której też należę, to pasmo rozpoczyna się o godzinie 08:30. W zależności od tego, ile jest materiałów, to wtedy chodzę po mieście, zbieram materiały i wypowiedzi od różnych osób. Potem to wszystko montuję i tworzę z tego newsa.
A jak zaczęła się Twoja przygoda z radiem?
Przez przypadek, bo nie planowałam nigdy iść do radia. Zobaczyłam jednak plakat, na którym znajdowała się informacja o naborze (do Radia Centrum – przyp. red.). To wszystko zadziało się całkowicie przypadkowo, ale poczułam, ze powinnam pójść na ten nabór. Udało mi się dostać do radia, a moja przygoda trwa już któryś rok.
Gdyby nie ten plakat, to chociaż pomyślałabyś kiedyś o pracy w radiu?
Nie, nigdy.
Co Cię urzekło w tej pracy?
Jak weszłam do studia po raz pierwszy, to zobaczyłam włączony mikrofon, leżały też słuchawki, zobaczyłam studio. Pamiętam, że byłam trochę w szoku, może nawet takiej ekscytacji, jak założyłam te słuchawki i usłyszałam siebie, jak powiedziałam coś do mikrofonu. Uznałam, że faktycznie to jest to, co mi się podoba, choć nigdy o tym nie myślałam.
Dziś z tych przedmiotów radiowych dalej bije ta aura?
Myślę, że tak. Cały czas.
Z jakimi wyzwaniami wiąże się ta praca?
Na pewno trzeba być cierpliwym i cały czas solidnie pracować. Trzeba ćwiczyć głos, pisanie, cały czas się rozwijać. Praca w radiu moim zdaniem sama w sobie jest rozwijająca, ale mimo wszystko należy też odłożyć dużo swojego czasu na bok, poświęcić inne swoje zajęcia, by móc przebywać tutaj.
Często zdarzają się wpadki?
Bardzo dużo jest wpadek radiowych, mamy na to swój oddzielny folder, tak jak inni. Zazwyczaj ktoś nie wyłączył mikrofonu albo powiedział na antenie coś, czego nie powinien był mówić. Ktoś mógł się też pomylić w realizacji, bywały różne sytuacje. To dzieje się przez taką nieuwagę lub przez zestresowanie, czasami wychodziły śmieszne rzeczy.
Człowiek uczy się na błędach w radiu, czy jednak te wpadki są częścią pracy, której się nie wyeliminuje?
Powiedziałabym, że oba zdania są po części prawdziwe. Z jednej strony nie ma takiej opcji, żeby nie popełniać błędów, szczególnie działając na żywo. Z drugiej strony jednak z każdą pomyłką, z każdą wpadką jest potem łatwiej się odnajdować. One są potrzebne, bo inaczej nie zobaczy się tego, co zostało zrobione niewłaściwie.
W czym Twoim zdaniem tkwi magia współczesnego radia?
Chyba w tym, że można zamknąć się w pokoju i mówić nawet do wielu tysięcy osób. Nie wychodzę z tego pomieszczenia i mówię coś, co może sprawić, że odbiorcy polepszy się dzień.
A z perspektywy słuchacza?
Myślę, że szczególnie te wieczorne, tematyczne audycje mają swój klimat. Wtedy osoby konkretnie zainteresowane tym tematem prowadzą audycję. Uważam też, że każda wypowiedź, dla przykładu DJ-a, może wpłynąć na nasz nastrój. Czasami nawet jedno zdanie wystarczy, żeby wywołać uśmiech na czyjejś twarzy. To jest właśnie moim zdaniem magiczne i bardzo przyjemne.
Jak dotrzeć do słuchacza i go przy sobie zatrzymać?
Trzeba być szczerym i po prostu „ludzkim”. Mówić w sposób prosty, jak do swojego kolegi lub koleżanki, a nie jak ktoś wyrafinowany, nie wiadomo skąd wzięty radiowiec. Trzeba traktować słuchaczy i siebie na równi.
Co jest ważniejsze: muzyka czy dobre wejście prezentera?
Radio chyba przede wszystkim tworzy muzyka, ale uważam, że gdyby nie osoby odzywające się w tych przerwach, nie mielibyśmy całej tej magii. Piosenki możemy puścić sobie już na każdej platformie streamingowej, dlatego powiedziałabym, że chyba ważniejszy jest prowadzący. Te role są i tak porównywalne. Dawniej mogło nie być muzyki, ale dzięki prowadzącemu tworzącemu audycję mogło już istnieć radio.
Wspomniałaś o platformach streamingowych, korzysta z nich coraz większa liczba osób. Możemy wypatrywać upadku radia?
Na pewno, to jest już zauważalne. Młodzi ludzie nie słuchają, a nawet nie chcą słuchać radia. Nie interesuje ich to, co mówi się w radiu, to po pierwsze. Po drugie, wydaje mi się, że nikt nie chce być kontrolowany i nikt nie chce, by narzucono mu to, czego ma słuchać. Radio poniekąd to robi. Kiedy tworzymy sobie własne playlisty, to wtedy o wiele łatwiej dobrać nam coś zgodnie z gustem. Czujemy się wolni przez to, że mamy wybór. Słuchać radia wciąż mogą starsze osoby, czy ludzie jadący samochodem, ale myślę, że tych słuchaczy będzie coraz mniej.
Jak duży wpływ ma obecnie radio na naszą kulturę?
Zdecydowanie mniejszy względem dawnych lat, gdy radio dopiero raczkowało. Wtedy było czymś nowym, przekaźnikiem informacji. Teraz na pewno nadal wpływa, bo w mojej opinii jest wciąż dużą częścią naszej kultury. Pokazuje, jak kształtują się gusta muzyczne na przestrzeni lat, jaką reformę przechodzi sposób prowadzenia pasm przez prezenterów. To widać, gdy posłucha się wcześniejszych audycji. Myślę, że sam sposób wymawiania słów, niektórych głosek, które dawniej były akcentowane inaczej, zmienił się przez lata i możemy ten proces zaobserwować.
Z każdym dniem, z każdym miesiącem zmienia się Twoje spojrzenie na tę gałąź mediów?
Tak. Wydaje mi się, że jeśli ktoś zaczyna pracę w mediach, to całkiem inaczej patrzy nawet na telewizję czy prasę. Widzi, jak działa to od środka, a dla niektórych wejście do radia może nawet spowodować zaniknięcie tego uroku. W moim przypadku staje się mi coraz bliższe. Dzięki radiu coraz bliżej poznaję siebie.
Wiktor Marczuk, Filip Oniszko

