Uncategorized

„Bałam się, czy tutaj się odnajdę”. Rozmawiamy z pracownikami Akademickiego Radia Centrum

Zaczynała od czytania newsów, teraz sama realizuje program od momentu zapalenia czerwonej lampki do „zapraszam na następną audycję”. O obawach i wyzwaniach, czym były spowodowane i dlaczego postanowiła tu zostać opowiada prowadząca audycję Rock Ukraina – Yana Sikorska.

 

Co sprawiło, że tutaj jesteś? Jak tu się pojawiłaś?

Przyszłam na nabór, 2 lata temu. Nie udało mi się przejść tego naboru, a wyszło tak, że później zaczęła się wojna w Ukrainie i akurat poszukiwano osób do tłumaczenia newsów z języka polskiego na język ukraiński. Odezwałam się, bo byłam ciekawa, czy coś z tego wyjdzie, i wyszło tak, że przez 3 miesiące czytałam wiadomości w języku ukraińskim. Później szef muzycznych zaproponował mi poprowadzenie audycji o ukraińskim roku, przecież Akademickie Radio Centrum jest bardziej w rock, metal. Wyszło tak, że przeprowadziłam 5 audycji, a sezon się skończył. Postanowiłam, że skoro fajnie się tutaj bawiłam, dużo tutaj fajnych rzeczy się działo, poznałam fajnych ludzi, chcę tutaj zostać. Wyszło tak, że na początku moja audycja trwała pół godziny, a od tego sezonu już jako prawdziwy autorski program gram godzinę we wtorki.

Co sprawiło, że spełniasz tak poważną funkcję – prowadzisz godzinną audycję jako pełnoprawny twórca?

Naprosiłam się [śmiech]. Wyszło tak, że przeprowadziłam około 40 odcinków audycji i świetnie się przy tym bawiłam, jednak wcześniej nie dostawałam żadnych komentarzy. Później doszło do tego, że szef muzycznych powiedział, że fajnie sobie z tym radzę. Właśnie miałam taką chęć, żeby już była godzina. Poczułam, że mam dużo treści muzycznych do przekazania, a te pół godziny mnie mocno ograniczają. Udało się dogadać, żeby to była godzina. Ja bym powiedziała, że jestem jeszcze w trybie testowym. Nie do końca się przyzwyczaiłam, że mam tak dużo czasu, ale daję sobie radę.

Jak wyglądały twoje początki? Co sprawiało najwięcej trudności?

Na początku bałam się tej rzeczy [wskazuje na mikrofon], bo kiedy on jest włączony, pali się ta lampka, robi się czerwona i to zazwyczaj straszy ludzi. To jest taki sygnał, że mikrofon jest włączony, i wszystko, co ty powiesz, poleci do tego komputera [wskazuje na komputer], a później okaże się na antenie.

Nadal tak się czujesz, czy przyzwyczaiłaś się już?

Nie boję się tego mikrofonu, bo wyszło tak, że oprócz tego, że jestem od muzycznych, jednocześnie jestem w składzie redakcji realizacji. Ogarniam techniczne rzeczy i wiem, jak to teraz wygląda ze strony technicznej. Kiedy masz większą wiedzę na temat tego, jak to wszystko działa, to już jest spokojniej.

Czyli mam rozumieć, że zaczęłaś od rzeczy technicznych?

Tak. Od samego początku miałam dostęp do mikrofonu, później byłam ciekawa, jak to wygląda z innej strony. Bo kiedy były te początki audycji, to było tak, że ja tylko gadam do tego mikrofonu, a chłopaki z realizacji, którzy mnie po prostu realizowali, oni ogarniali te rzeczy techniczne. Akurat gdzieś może z pół roku temu, zechciałam nauczyć się ogarnąć to wszystko sama. Długo to trwało, bo trudno to jest. Tutaj klikasz, tutaj słuchasz, tam patrzysz, dużo tego było. Wyszło tak, że teraz moja audycja od samego początku i do końca jest stworzona przeze mnie, nawet techniczne rzeczy też już robię ja. Więc jeśli coś się zepsuło, to jest na mnie. To daje większą kontrolę, na przykład, gdy zrobisz dłuższe wejście i czasowo już nie zmieścisz piosenki, możesz pokombinować. Jak brakuje minutę, to robisz mniejsze wejście, i wtedy masz więcej czasu na piosenkę. Czyli dla mnie to jest fajne, bo ja mam większą kontrolę nad tym, co się dzieje i ewentualnie mogę coś zmienić na bieżąco.

Czy zdarzyły się takie sytuacje, w których denerwowałaś się, że ktoś z realizacji coś popsuł albo zrobił coś nie tak, jakbyś ty chciała, i gdzieś tam to przekładało się na finalny efekt twojego wejścia w radio. Jeżeli tak, to jak te sytuacje wyglądały?

Jeszcze na początku, jak były te serwisy, bo ja czytam serwisy 2 dni w tygodniu. To chyba był czwartek i niedziela, i w niedzielę, może dlatego, że to był weekend, jakoś za każdym razem miałam takie sytuacje, że czytam wiadomość, i jeszcze mam przeczytać jeden news a podkład, na którym mówię, już się skończył i mówiłam na ciszy, bo nikt nie ogarnął, że podkład się skończył. Byłam lekko obrażona na tych, którzy nie pilnowali tego, ale po jakimś czasie, a minęło trochę, zaprzyjaźniłam się z nimi, i jakoś to minęło. Nie jestem na nich obrażona.

Możesz powiedzieć, jak wyglądają relacje między pracownikami w radiu?

Bardzo się lubimy. Dlatego, że jestem osobą spoza naboru, weszłam do radia trochę innymi drzwiami, to ja akurat się bałam, czy ja tutaj się odnajdę, jak tutaj będzie z ludźmi. Plus też trochę dało mi na psychę, to, że jestem z Ukrainy i na początku bałam się w ogóle mówić. Ale oni byli i nadal pozostają tacy otwarci. Jeszcze nie powiedzieli „Yana uciekaj stąd”. Tak mnie przyjęli, i do niektórych, z którymi mam najwięcej do czynienia, to ja mam ogromny sentyment. A tak to u nas jest zawsze śmiesznie, zabawnie i fajnie. Nie narzekam.

Wspomniałaś, że sam fakt, że jesteś z Ukrainy, bariera językowa, bariera kulturowa była dla ciebie ograniczeniem. Jak to wyglądał początek w radiu zbudowany na tej bazie strachu, niepewności, związanych z tym, że masz jakąś barierę. Jak sobie z tym poradziłaś?

Strasznie się bałam czytać. Jak dostawałam tę audycję, miałam wszystko rozpisane, a głównym celem było przeczytać, i bałam się czytać w języku polskim na żywo. Rozumiałam, że jak ktoś ze słuchaczy ciebie nie zrozumie, to jest masakra. (w tym miejscu rozmowa zostaje przerwana, Yana musiała wracać do pracy).

Ostatnie pytanie. Przychodzisz do Radio Centrum i coś Cię tu trzyma. Co to?

Przede wszystkim robię to, co mi się podoba. Właśnie tutaj dowiedziałam się, że mi się podoba opowiadać o muzyce. I ludzie, jest tu zawsze miła atmosfera.

Oprócz rozmowy, miałyśmy okazję zobaczyć wewnątrz siedziby Radia Centrum i całkowicie się zgadzamy z Yaną. Jak i nasza rozmówczyni zapraszamy na kolejny odcinek Rock Ukrainy już w ten wtorek na falach Akademickiego Radio Centrum.

 

Autorzy: Oliwia Sadłos, Oleksandra Makarchuk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *