Uncategorized

Zgliszcza, Godzina Sowy i Wirujący Sarmaci

Furia wydała nową płytę. Po prawie 7 latach przerwy (nie licząc muzyki do sztuki teatralnej “Wesele” Jana Klaty wydanej później jako EPka “W Śnialni) wieść o premierze nowego longplay’a poruszyła sercem każdego polskiego metala, w tym moim. Katowicki zespół po około 3 tygodniach po premierze płyty “Huta Luna” ruszył w trasę koncertową z czego ostatnim przystankiem okazał się być Lublin. Trasę tą zapowiedzieli w sierpniu i gdy tylko dowiedziałem się o tym wydarzeniu, natychmiast kupiłem bilety. A te schodziły naprawdę szybko, pierwsza pula biletów na występ kapeli w Krakowie wyprzedała się w 6 minut (!). Takie wyniki wynikały również z powodu wspaniałego supportu, który omówię w dalszej części.

 

12 listopada, godzina 18:00, stoję przed wejściem do studia im. Budki Suflera. Godzina do otwarcia bramek, pojawiają się pierwsi uczestnicy koncertu. Z kilkoma zamieniłem parę zdań o lineup’ie, o sytuacji polskiego metalu, o lokalnej scenie etc. W tle było słychać próbę pierwszego zespołu w kolejce – Krzty. Wiedziałem, że usłyszę skrajne opinie o nowym albumie Furii, to nie jest prostoliniowy Black Metal, który grali “hanysy” ponad dekadę temu, dlatego w grupie znaleźli się tacy, co chcieli usłyszeć starsze kawałki Furii, ale byli też zwolennicy “nowej” Furii, tacy jak ja. Po godzinie czekania pod studiem, otwierają się bramki. Od razu co ludziom rzuciło się w oczy to ogromne stoisko z merchem kapel i… brak baru/stoiska z napojami. Brak napojów spowodował, że między występami ludzie wychodzili do okolicznych sklepów po napoje/alkohol. To jednak nie przeszkodziło w dobrej zabawie. Pół godziny po otwarciu bramek, zaczął się koncert. Frekwencja nie była ogromna, według obsługi studia, sprzedało się 300-350 biletów. Na scenę wchodzi Krzta.

Zespół gra Mathcore z elementami Sludge Metalu i Noise Rocka. Krzta dopiero raczkuje i wydała w zeszłym roku swoją drugą płytę “ŻÓŁĆ.NISZCZENIE.ZGLISZCZE”. Występ nie był długi (30 minut), był strasznie sztywny. Trio z Olsztyna nie porwało tłumu, poza kilkunastoma wyjątkami, ale nie można było powiedzieć, że wypadli źle. Zagrali bez większych wpadek. To dopiero był początek, myślę, że Krzta jako warm-up wykonał swoją robotę i rozgrzał tłum przed prawdziwą petardą jaką niewątpliwie był zespół Owls Woods Graves.

Kapela z Krakowa w swojej twórczości idealnie miesza Hardcore Punk z elementami głównie Black Metalu. Nie bez powodu, zespół założyli byli członkowie poznańskiego projektu Medico Peste – The Fall (Michał Stępien) i E.V.T. (Piotr Dziemski). Z czasem dołączyli do nich perkusista Bartłomiej Kliś z Narbo Dacal i M. (Mikołaj Żentara) z Mgły/Kriegsmaschine. To był dla mnie kolejny powód, dla którego pojawiłem się na koncercie. Przez następną godzinę pod sceną wytworzył się moshpit, który trwał przez niemalże cały występ. Ludzie machali rękoma i poruszali barierkami, przez co musiała reagować ochrona. Prosty Hardcore Punk z surowym brzmieniem i tematyką około-blackmetalową to było to na co ludzie czekali, to z tego występu wyniosłem najwięcej pozytywnej energii, pomimo pesymistycznej i brutalnej energii jaką wytwarzał zespół na scenie.  Z resztą posłuchajcie sami. 

Po Owls Woods Graves przyszedł czas na przerwę, mimo tego tempo muzyki nie zwolniło. Zamilska (Natalia Zamilska) jest dj’ką, od 2014 tworzy muzykę elektroniczną i w międzyczasie prowadzi własną audycję w Radiu 357.

Zapytacie, co muzyka elektroniczna robi na koncercie metalowym? Natalia jest fanką ciężkiego, metalowego brzmienia, więc jak tylko dostała propozycję trasy koncertowej z Furią, zaakceptowała ją bez zawahania. Zamilska okazała się pokerową zagrywką. Początek setu był badaniem się z publiką, lecz jak ruszyła dalej, muzyka przypadła do gustu publiczności i zaczęli się dobrze bawić. Po jej secie, przyszedł czas na najważniejszy zespół w całym lineup’ie – Furia. 

Furia ruszyła z moim zdaniem najlepszym kawałkiem z nowej płyty, czyli “Na koń!”. 

Przyjemnie oglądało się występ Furii, frontman (jak widać na nagraniu) bujał się w rytm muzyki, którą grali. W secie oprócz “Huty Luna”, można było usłyszeć utwory z poprzednich wydawnictw, głównie z “Marzannie, królowej Polski” i “Księżyc milczy luty”. W ich występie wszystko było świetnie wykonane, w końcu to jeden z najpopularniejszych polskich zespołów, grają na całym świecie. Na Youtube można znaleźć nagrania z ich koncertów w Brazylii czy w Czechach. Po półtoragodzinnej podróży po świecie Furii, na końcu puszczono ambient “Księżyc, czyli Słońce”. Bardzo byłem wrażeń po odsłuchu ambientu w studiu, gdyż w domowym zaciszu na słuchawkach ambient jakoś mi nie siada, ale po paru minutach obsługa studia zaczęła wypraszać ludzi ze środka, szkoda.  

 

Podsumowując, koncert Furii, OWG, Zamilskiej i Krzty zapamiętam na naprawdę długi czas. Wynioslem z niego sporo wspomnień, ale i merchu :DDD Wierzę, że jeszcze kiedyś uda mi się przyjść na kolejny koncert Furii czy chociażby OWG, który zaczął koncertować od niedawna (Lipiec tego roku). 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *