EntertainmentGeneralLatestTOP STORIESUncategorizedWordPress

Życie w biurze miniaturą społeczeństwa.

Jeden z najlepszych sitcomów naszych czasów – The Office. Można powiedzieć, że ten serial jest ponadczasowy. Memy i urywki do tej pory śmigają po internecie, pomimo premiery w 2005 roku. Każdy z nas chociaż raz widział pranka Jim’a na Dwighcie, czy usłyszał jeden z najbardziej ikonicznych tekstów Michel’a Scott’a. Serial, pomimo zmieniających się czasów, zdaje odnajdywać się w obecnej cancel culutre i wychodzi z niej całkiem gładko, pomimo odcinków takich jak: „polowanie na gejów”, „dzień tolerancji” czy „docenianie kobiet”.

The Office zdaje się być lekką treścią do przyswojenia, jest czymś szybkim i odmóżdżającym, czymś co można pochłonąć w kilka dni, trochę się pośmiać i odrzucić w niepamięć po kilku miesiącach. Przynajmniej ja tak myślałam. Muszę przyznać się, że dopiero po obejrzeniu serialu po raz drugi zaczęłam zauważać różne smaczki. A to co najbardziej przykuło moją uwagę to to, że w miejscu w takim jak biuro została przedstawiona rzeczywistość naszego społeczeństwa, przypadkowość, która nami rządzi, to jak nasze relacje wpływają na wybory na które się decydujemy. Muszę powiedzieć, że chętnie uścisnęłabym dłoń twórcy – Gregowi Danielsowi, a potem zastanawiałbym się jak ten człowiek wpadł na to wszystko. Musicie  przyznać, że trzeba mieć niezłą wyobraźnię żeby wymyślić oddzielne, wyróżniające się charaktery dla każdej z postaci, nawet tych epizodycznych, bo to właśnie ci wszyscy, którzy dorzucali swoje trzy grosze do uniwersum, budowali cały dorobek The Office.

Sitcom nie ma zarysowanej sztywnej fabuły. To co się dzieje w serialu tworzą postacie, historie napędzają relacje między nimi i przewrotność życia w firmie. The Office jednak znacząco traci na jakości kiedy Michel wyjeżdża do Kolorado i opuszcza Dunder Mifflin. Z drugiej strony bez tej 2-sezonowej rozłąki z Michelem, nie powstałaby scena z ślubu Dwighta i nie wzbudziłaby takich emocji wśród oglądających, albo przynajmniej we mnie, bo skłamałabym mówiąc, że ten fragment serialu mnie nie wzruszył.

Postać Michel’a oprócz zabawnych perypetii, pokazuje także trud pracy w korporacji. Pomimo poświęcenia i oddania firmie, nie dała mu ona żadnej podwyżki od 14 lat pracy. Zaproponowano mu awans, ale na posadę jego ówczesnej partnerki na co nie mógł zgodzić się ze względu na łączące ich relacje. Michel w trakcie serialu przechodzi zawód miłosny z Carol, zdradę przyjaźni z Dwightem, toksyczny związek z Jen, a także odnajduje prawdziwą miłość w Holly, która w ramach kontrastu pracuje w dziale HR, którego Michel nienawidzi od początku serialu. Oprócz bycia impulsywnym, główny bohater odznacza się wrażliwością, którą pokazuje przychodząc na wystawę dzieł Pam, a także wtedy gdy opuszczał Dunder Mifflin. Trzeba przyznać, że Michel doprowadzał nas wielokrotnie do łez – i ze śmiechu i ze wzruszenia.

Nie znam osoby, która nie kibicowała Pam i Jim’owi w trakcie pierwszych sezonów. Ta dwójka z pewnością pokazała nam związek z którym wielu z nas chciałoby się utożsamić. Najbardziej ikoniczna para z The Office zdecydowanie wyróżniała się na tle innych. Zawsze zgodni, najlepsi przyjaciele, którzy skrycie się w sobie podkochiwali. Pomimo wspaniałej relacji pokazali nam jakie trudności mogą czekać małżeństwo, pokazali, że zawsze pogodni przyjaciele mogą przechodzić rozterki w związku.  Z drugiej strony Jim ranił wszystkie swoje poprzednie partnerki ze względu na nieustanne uczucia w stosunku do Pam, więc jednoznacznie nie można stwierdzić, że był najlepszą postacią serialu.

Jeśli mowa o The Office trzeba wspomnieć o moim zdaniem najbardziej rozbudowanej i ciekawej postaci. Dwight Schrute łączy farming z korporacyjnym życiem i zdaje się, że idzie mu to świetnie. Romans z Angelą połączył dwie najbardziej skrajnie zakręcone osoby we wspaniały związek z happy endigiem, pomimo trudnej i ciężkiej drogi do miłości. Zakończenie The Office ich ślubem było zdecydowanie najbardziej ikonicznym zakończeniem serii jakie twórcy mogliby wymyślić, choć mogłoby się wydawać, że stoją oni w cieniu popularności małżeństwa Jim’a i Pam.

W dyskusjach o sitcomie nie można pominąć postaci takich jak Kelly  – stereotypowa, młoda kobieta, którą wśród pracowników wyróżnia pochodzenie i kultura. Wspominając o Kelly nie można zapomnieć o Ryanie, który w 9 sezonów przeszedł kilka metamorfoz, zaliczył różne szczeble kariery i uświadomił nas jak niesprawiedliwe jest pracowanie w korporacji – warto pamiętać, że dostał on pracę w zarządzie Dunder Mifflin i trzymał pieczę nad głównym w serialu oddziałem w Scranton, kiedy tak jak było to wielokrotnie podkreślane – nie udało mu się zdobyć żadnego klienta i nigdy nie sfinalizował żadnej sprzedaży. Za to jako jedyny chodził do szkoły uczącej biznesu, co prawdopodobnie zaważyło na jego awansie.

The Office odniosło tak wielki globalny sukces, że doczekało się swoich wersji w innych językach w tym Polskim. Uniwersum polskiego biura jest dopiero przede mną, bo nie ukrywam niechęci do ojczystej wersji. Zdaje się, że wraz ze zmianą aktorów i oryginalnego języka serii, ucieka duch całego serialu, a żarty nie będą bawić tak samo.

Kończąc, The Office jest serialem wartym polecenia.  Król sitcomów to zdecydowanie produkcja, którą każdy powinien chociaż raz obejrzeć w swoim życiu. Można chłonąć odcinki jeden za drugim i po prostu dobrze się bawić. Można skupiać się na każdym odcinku i dokonywać analizy psychologicznej każdego bohatera. Albo można zrobić dwa na raz i oprócz śmiechu wywołać w sobie także dziwne poczucie jak człowiek jest mały w świecie korporacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *