Sports

Od Małysza do Stocha… i co dalej? Kryzys polskich skoków narciarskich

Polskie skoki narciarskie, niegdyś powód do narodowej dumy, obecnie przeżywają trudny okres. Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Piotr Żyła regularnie dostarczali kibicom wielkich emocji, zdobywali Kryształowe Kule, medale mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Dziś sytuacja wygląda zgoła inaczej. Sezon 2024/25 pokazuje, że kryzys polskich skoków nie jest chwilowym przestojem – to głęboki problem, którego nie da się rozwiązać jednym świetnym konkursem.

Patrząc na klasyfikację generalną Pucharu Świata, widać wyraźnie, że Polacy znaleźli się w cieniu. W sezonie 2023/24 już mieliśmy sygnały ostrzegawcze – forma wahała się, brakowało stabilności, a pojedyncze przebłyski nie wystarczały, by mówić o walce w czołówce. Jednak początek obecnego sezonu jedynie pogłębił te obawy. Paweł Wąsek, najwyżej sklasyfikowany z naszych skoczków, zajmuje dopiero 15. miejsce w „generalce” z dorobkiem 182 punktów. Dalej plasują się Aleksander Zniszczoł (20. miejsce, 144 punkty) oraz Jakub Wolny (29. miejsce, 64 punkty). Gdzie są triumfatorzy z lat 2017–2021?

Kamil Stoch, legenda polskich skoków, zmaga się z problemami technicznymi i być może nieuchronnym upływem czasu. Dawid Kubacki również nie nawiązuje do najlepszych sezonów, a Piotr Żyła wydaje się coraz bardziej jedynie barwną postacią, której forma sportowa gaśnie. Pokolenie mistrzów, które przyzwyczaiło nas do sukcesów, dobiega końca.

Co poszło nie tak?

Dlaczego polskie skoki wpadły w taki dołek? Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, brakuje jednolitego wzorca szkoleniowego. Kiedy w 2016 roku Stefan Horngacher przejął kadrę, narzucił jeden model techniki, co szybko przełożyło się na sukcesy. Dziś wygląda na to, że takiej konsekwencji brakuje. Po drugie, przygotowania do sezonu 2024/25 nie były optymalne. Trener Thomas Thurnbichler przyznał, że jesienią popełniono błędy, co doprowadziło do przemęczenia zawodników już na starcie zimy. Nie pomogły też zmiany sprzętowe i nowe regulacje FIS, które wydają się nie sprzyjać polskim skoczkom.

Największym problemem jest jednak brak następców. Pokolenie Stocha, Kubackiego, Żyły powoli schodzi ze sceny, ale kto wejdzie na ich miejsce? W polskich skokach brakuje młodych talentów gotowych do rywalizacji z najlepszymi. To efekt zaniedbań w szkoleniu młodzieży w ostatnich 15 latach. Zmarnowano ogromny potencjał Klemensa Murańki, Jana Ziobro czy Krzysztofa Bieguna skupiając się tylko i wyłącznie na starszej części kadry. Kiedyś mieliśmy Małysza, potem przyszła złota generacja Stocha – ale dziś luka między starszymi mistrzami a nowymi talentami jest przerażająco duża.

Czy jest jeszcze nadzieja?

Choć sytuacja nie wygląda optymistycznie, nie można jeszcze całkowicie skreślać polskich skoków. W szczególności Pawła Wąska, który w ostatnich tygodniach skaczę świetnie i niespodziewanie został liderem naszej kadry. Nadzieją na przełamanie może być zbliżający się weekend Pucharu Świata w Willingen (31 stycznia – 2 lutego 2025). Być może to właśnie tam nasi skoczkowie pokażą, że stać ich na więcej.

Długofalowo jednak potrzebne są konkretne zmiany. Trzeba zrewidować system szkoleniowy, poprawić przygotowania fizyczne i techniczne oraz znaleźć nową generację skoczków. Bez tego polskie skoki mogą wpaść w jeszcze głębszy kryzys jaki widzimy w Finlandii z którego trudno będzie się wydostać.

Polscy kibice przyzwyczaili się do sukcesów, ale historia pokazuje, że nawet największe potęgi mogą przeżywać trudne chwile. Pytanie brzmi: czy ten kryzys jest tylko przejściowy, czy może oznacza koniec złotej ery polskich skoków? Odpowiedź na to pytanie poznamy w najbliższych sezonach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *