„Pierwsza Strona”(2003)- Najgorsza produkcja 2003 roku ?
„Pierwsza strona” (2003) to dokument, który nie tylko ma potencjał, ale także otwiera przed twórcami wiele interesujących dróg, jeśli chodzi o rozwój fabuły i zakończenie. Niestety, te możliwości nie zostały w pełni wykorzystane, co sprawia, że film staje się nierówny i nie spełnia oczekiwań, jakie można by mieć po obejrzeniu zapowiedzi.
Dokument porusza temat prasy i wpływu mediów, a sama fabuła mogła przyjąć wiele różnych form. Twórcy mogli skupić się na bardziej analitycznym podejściu do mechanizmów, jakie rządzą światem mediów, przedstawiając ich zarówno z perspektywy dziennikarzy, jak i zwykłych odbiorców. Film mógłby zatem eksplorować różne aspekty tego świata – od rzetelnego dziennikarstwa po manipulację informacjami, a także pokazać mechanizmy, które prowadzą do zniekształcania rzeczywistości. Zamiast tego, film przyjmuje dość ogólnikowe podejście, które nie rozwija tych wątków w sposób, który angażowałby widza.
Co więcej, zakończenie produkcji mogło być punktem kulminacyjnym, który rzucałby nowe światło na temat prasy i jej etycznych dylematów. Możliwości było wiele – od ukazania prawdziwej twarzy mediów w sposób krytyczny i mroczny, po bardziej optymistyczne podejście, w którym ukazane byłyby pozytywne zmiany w świecie dziennikarstwa. Zamiast tego, końcówka filmu pozostaje rozczarowująco płaska i nie dostarcza satysfakcjonującego rozwiązania, co powoduje, że odbiorca nie czuje się do końca przekonany co do przesłania filmu.
Możliwość ukazania konfliktu wewnętrznego bohatera, który zmaga się z własnym sumieniem w obliczu presji mediów, również została zmarnowana. Mimo że Hayden Christensen daje dobry występ, jego postać mogła zostać o wiele bardziej rozwinięta, co umożliwiłoby głębsze zanurzenie się w temat moralnych wyborów, przed którymi stają dziennikarze i pracownicy mediów.
Wszystko to wskazuje na to, że „Pierwsza strona” miała przed sobą wiele możliwości, by stać się bardziej angażującą i przemyślaną produkcją. Zamiast tego, film pozostaje nieco powierzchowny,
nie wykorzystując w pełni potencjału zarówno fabuły, jak i sposobu opowiedzenia historii. Zamiast dawać widzowi szereg różnych perspektyw i rozwiązań, pozostaje w jednym, dość ograniczonym punkcie, który nie potrafi w pełni wykorzystać tematów, które mógłby zgłębić. Dla porównania w tym samym roku wyprodukowano takie arcydzieła jak „Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły” czy Władca Pierścieni „Dwie Wieże”.
Są to dzieła klasy światowej pełne wybitnych zwrotów akcji, ciekawych bohaterów i świetnie wykonanych lokacji, które same potrafią wytworzyć klimat wokół całej sceny. Gwiazdorskie obsady czy wielokrotne wyróżnienia tylko podkreślają jak wielki był to projekt i jak poważnie podeszli do tego twórcy. To pokazuje, że dało się w tamtym czasie zrobić wybitny projekt i zrealizować go. Pierwsza strona zdecydowanie nie stoi na tym samym stopniu. Zaryzykował bym stwierdzeniem, że leży dużo niżej. Gdybym miał sięgnąć po jeden z tych 3 filmów jestem przekonany, że nigdy nie wybrał bym właśnie tego tytułu. Może być to sprowokowane tym, że filmy dokumentalne nie są jednymi z moich ulubionych gatunków, wręcz przeciwnie. Film, którego historia jest odzwierciedleniem przeszłości nie może zaskoczyć tak bardzo jak stworzona od nowa opowieść. A to dla mnie jest najważniejszy element w produkcjach filmowych. Nie mniej jednak jeżeli czytają to fani tego typu filmów mogę go polecić chociażby dla zobaczenia „Anakina Skywalkera” w innym wydaniu.
