Recenzja filmu „The Batman” z 2022r. Czy to nowy początek filmowego uniwersum DC?
“The Batman” to jeden z najbardziej wyczekiwanych blockbusterów 2022 roku. To pierwszy film reżysera Matta Reevesa od 2017 roku, kiedy premierę miała “Wojna o planetę małp”. Autor najbardziej znany właśnie z nowej wersji serii Planety Małp, które okazały się godne swojego klasycznego pierwowzoru. W tym przypadku również podejmuję się on ponownego przedstawienia dobrze już znanego widzom bohatera i zmierzenia się z porównaniami do wcześniejszych kreacji Mrocznego Rycerza jako reżyser, ale także scenarzysta w czym wspierany był przez Petera Craiga, który pracował przy ekranizacji “Igrzysk Śmierci: Kosogłos” czy “Mieście Złodziei”. Za zdjęcia odpowiada kojarzony między innymi z “Rogue One” czy “Diuny” Greig Fraser. Wyraźnie widać jego ręke, szczególnie w długich i szerokich ujęciach, z których jest bardzo dobrze znany. Całość wspiera ścieżka dźwiękową skomponowaną przez Michaela Giacchino, który miał okazję współpracować zarówno z Reevesem jak i Fraserem w kilku projektach. Zresztą od lat komponuje on muzykę do licznych animacji, filmów sci-fi czy superbohaterskich blockbusterów.
Wiele kontrowersji wzbudzał casting oraz późniejsza obsada. Największym zdziwieniem dla fanów Człowieka Nietoperza było właśnie ogłoszenie odtwórcy tytułowej roli. Robert Pattinson w oczach szerokiej publiki i nadal jest “święcącym wampirem” z sagi “Zmierzch”. Wzburzone opinie uspokoiły jednak zwiastuny, w których aktor wypadał bardzo dobrze i utrzymał zaprezentowany w nich poziom w pełnej produkcji. Jest to chyba pierwsza filmowa adaptacja Batmana, która aż tak odcięła się od postaci Bruce’a Wayne’a skupiając się głównie na jego tajnej tożsamości. Tak naprawdę przez większość filmu nawet jeśli aktor występuje bez kostiumu zostaje on mścicielem, a persona młodego miliardera ciąży mu jako zbędny balast. W trylogii Christophera Nolana Batman był symbolem, a w tej interpretacji granica między obiema osobowościami bohatera zaciera się i właśnie w tej kwestii bohater przechodzi największą drogę. Na początku przedstawiony jest nam jako “Vengeance”, mściciel, który odpłaca gangsterom za krzywdy wyrządzone Gotham oraz jemu samemu przy użyciu siły. Dopiero podczas śledztwa, wokół którego kręci się fabuła zaczyna on dostrzegać to co wcześniej było dla niego nieistotne. Należy również oddać Pattisonowi, że wydaje się on stworzony do tego kostiumu i bez wahania mogę stwierdzić, że prezentuje się w nim najlepiej ze wszystkich aktorów wcielających się w tę rolę.

Kontrowersje wzbudzał również casting do roli Jamesa Gordona, po raz pierwszy w rolę jednego z najbardziej ikonicznych sojuszników Batmana wcielił się czarnoskóry aktor. Podzieliło to fanów, niektórzy narzekali na zbytnie odejście od komiksowego pierwowzoru, inni obawiali się, że wybrany do tej roli Jeffrey Wright nie udźwignie przejęcia postaci po fenomenalnym Garrym Oldmanie, który wcielał się w tę postać w trylogii Nolana. Mimo tych obaw Wright okazał się świetnym wyborem. Bardzo dobrze uzupełniali się na ekranie z Robertem Pattinsonem, wspólnie rozwiązywali zagadki, łączyli poszlaki jednocześnie utrzymując dynamiczną i wiarygodną relacje. Gordon był również lekkim “comic relief” i przeciwwagą do wiecznie ponurego i poważnego Batmana.
Wyświetl ten post na Instagramie
Jeśli chodzi o współpracę to nie można zapomnieć o wcielającej się w Seline Kyle Zoe Kravitz. Jej rola to typowa reinterpretacja znanego już komiksowego motywu “Bat and the Cat”. Dwa przeciwieństwa, które się do siebie przyciągają oraz między którymi można wyczuć napięcie wywodzące się z różnic ich charakterów, powodów przez które zakładają kostiumy ale również pewnej dozy intymności. Sposoby Kobiety Kot na manipulowanie zaintrygowanym nią mścicielem są niezmienne i wciąż działają, dzięki czemu dynamika ich relacji fantastycznie wpływa na odbiór seansu. Kiedy tylko Catwomen oraz Batman pojawiali się wspólnie na ekranie zgrywają się ze sobą bardzo dobrze. Kravitz świetnie prezentuje się w kostiumie, jak i bez niego. Tym razem rolą aktorki nie jest tylko dobre prezentowanie się w nim jak było w średnio udanym i przesadnie seksualizującym filmie „Catwoman” z 2004 roku, w którym tytułową rolę odgrywała Halie Berry. Rola Kravitz okazała się o wiele ważniejsza z powodu pewnego fabularnego twistu, ale i bez niego bardzo dobrze się zaprezentowała stając się najlepszą filmową interpretacją kochanej przez fanów postaci.
The riddler is so real pic.twitter.com/JZ8k3kMQG0
— Batsy🦇(Logan era) (@Captain_Jack138) January 27, 2023
Należałoby teraz przejść do drugiej najważniejszej postaci tego filmu. Kompletnie nowe spojrzenie na jednego z najbardziej kultowych przeciwników Najlepszego Detektywa Świata – Człowieka Zagadki. Geniusz zakochany w zagadkach ponownie starł się z genialnym detektywem. W tej kreacji widoczna jest nieukrywana inspiracja Zodiakiem, amerykańskim seryjnym mordercą, który bawił się z mediami oraz policją zostawiając im kolejne poszlaki. Nawet jego kostium zawiera pewne podobieństwa do tego pojawiającego się w filmie. Pod nim występuje Paul Dano i odgrywa swoją kreacje znakomicie jego postać jest niestabilna, nieprzewidywalna i co ciekawe straszna. O wiele lepsza interpretacja komiksowego złoczyńcy niż żałośnie komiczna rola Jima Carrey, nawet mimo tego, że to co widzimy na ekranie bez skrupułów odchodzi od swojego komiksowego protoplasty. Co ciekawe Dano po zdjęciu kostiumu staję się jeszcze bardziej przerażający, dzięki swojej niewinnej twarzy, na której ciągle maluje się niewielki uśmieszek. Wygląda tak jakby pod jedną maską była kolejna – skrywająca targające jego duszą emocje. Przeradza się to we wprowadzający w niepewność i obawę spokój wymalowany ma twarzy Riddlera. Motywacja złoczyńcy mimo okropności jego czynów ma sens i nie jest on sztampowym przeciwnikiem, którego jedynym celem jest zebranie lania od bohatera w finałowej scenie.
Na pochwałę za swoje role zasłużyli również John Turturro wcialający się w Carmine’a Falcone, Andy Serkis w roli Alfreda oraz Collin Farrell jako Pingwin. Turturro mimo niewielkiej roli prezentuje się świetnie i swoim głosem tworzy realistyczną postać szefa mafii, który samą swoją prezencją buduję wokół siebie aurę pełnego strachu szacunku. Serkis w tym filmie ma niewiele okazji do zabłyśnięcia, jednak można pochwalić lekko inne podejście do jego postaci niż to znane już z kart komiksów. Ma do odegrania kilka scen moralizatorskich, które mają być jednym z czynników przemiany bohatera, ale po za tym do zagrania ma niewiele. Farrell za to pojawia się w kilku ważnych i świetnie zrealizowanych scenach, popycha fabułę do przodu, bierze udział w jednej z najlepszych scen filmu, czyli pościgu samochodowego, rzuca ciągłymi żartami i jest w tym wszystkim fenomenalny, charakterystyczny i charyzmatyczny. Dodać do tego trzeba wybitną pracę charakteryzatorów, którzy zmienili aktora nie do poznania. Nie ma co się dziwić, że ogłoszono już pracę nad serialem z Pingwinem w roli głównej, bo szkoda byłoby nie wykorzystać takiej kreacji.

W wizji Reevesa widoczne są liczne inspiracje innymi dziełami, wspomniany już Riddler przypominający Zodiaka, pułapki i urzadzenia przez niego przygotowywane na myśl przynoszą serię “Piła”, a co najważniejsze klimat miasta oraz śledztwa wyjęty jak z filmu “Siedem”. Miasto paskudne, obskurne, zawierające w sobie mieszankę burtonowskiego gotyku oraz Nowego Jorku z “Taksówkarza” połączonego ze współczesną wersją metropolii. Mimo ponurego, niepokojącego klimatu, a nawet motywów horrorowych to film utrzymuję się w kategorii wiekowej od lat 13 dzięki dość unikaniu ukazywaniu przesadnej brutalności. Wiele zostawia się wyobraźni widza, jednak jest to na tyle sugestywne, że wiadomo co dzieje się w danej scenie. Całość cudownie pokazują ujęcia kamery. Są one bardzo długie, ale nie zbyt długie, często statyczne. Ukazują całość wykonywanej przez aktorów czynności. Najlepiej widać to w scenach z tytułowym bohaterem. Kamera skupiona na jednym punkcie pokazuje jego powolne ruchy, uwypuklając spokój i teatralność jego działań, jednocześnie w momentach szybkiej akcji kamera nabiera dynamiczności unikając na szczęście wprowadzenia chaosu czego nie dał rady uniknąć nawet Nolan w swojej trylogii o Mrocznym Rycerzu. Sceny walki są nakręcone fenomenalnie, widać wyższość umiejętności Batmana nad przeciwnikami, ale nie jest on nietykalny, jednak każdy otrzymany cios oddaje ze zdwojoną siła. Świetne wygląda też ujęcie walki w ciemnym korytarzu, w którym to wystrzały oświetlają sylwetki postaci, a oprócz tego panuje kompletna ciemność. Podobny motyw zastosował Christopher Nolan w swojej trylogii “Mrocznego Rycerza” jednak tutaj osiągnięto lepszy efekt. Od razu nasuwa się również serial Netflixa „Daredevil”, który słynie ze swoich „hallway fights”. Nie da się nie zwrócić uwagi na to, że walka w obu tych produkcjach jest przedstawiona bardzo podobnie. Zachowano dużą dozę realizmu, w ciosach czuć siłę i włożoną w nie energie. W filmie co jest nietypowe dla kina superbohaterskiego, nie pojawia się wiele efektów specjalnych, a jeśli już to są poprawne. Niczym się nie wyróżniają i do poziomu znanego z produkcji Marvel Studios nawet nie aspirują.
Wizualną całość wspaniale uzupełnia ścieżka dźwiękowa. Giacchino wykorzystał znane utwory muzyki klasycznej i przearanżował je w swoiste hymny dla postaci. Motyw głównego bohatera, oparty na “Marszu pogrzebowym” Chopina zapada w pamięć, a wykorzystujący “Ave Maria” utwór przewodni Człowieka Zagadki jest niezwykle charakterystyczny, szczególnie, że chóralne wykonanie tego utworu jest częścią historii tej postaci. Autorskie kompozycje Giacchino uzupełniaj kojarzony już ze zwiastunów utwór Nirvany – “Something In The Way”. Za muzykę należą się brawa. Ustanawia ona klimat i nastrój scen czy podkreśla wagę dziejących się na ekranie wydarzeń unikając zbędnej pompatyczności co niestety w filmach superbohaterskich się zdarza.
The Batman has been snubbed at the 2023 Grammy Awards.
Its score was nominated as ‘Best Score Soundtrack for Visual Media,’ but Disney's Encanto won instead.#GRAMMYs #TheBatman
(via: https://t.co/S1ZetEJPyX) pic.twitter.com/Pirp79B8LY— The Art of The Batman (@thebatfilm) February 5, 2023
Teraz zaczynają się problemy. Mimo, że scenariusz jest naprawdę kawałkiem dobrej historii to ma kilka niedociągnięć. Imponuje to jak niektóre wątki są prowadzone oraz jakie są ich konkluzje, całość ma logiczny sens jednak pojawia się kilka trywialności w tym chyba najpoważniejsza. Jedna z zagadek ma tak logiczne rozwiązanie, które nasuwa się samo. Wydaje się, aż za prosta mimo to policjant oraz rzekomy Najlepszy Detektyw Świata przez 1/3 filmu szukają rozwiązania, które w końcu ktoś inny musi im podać na tacy. Kolejny problem to, że film ma 3 zakończenia. Spokojnie można byłoby całość zakończyć zamknięciem głównego śledztwa, jednak po fabularnym twiście pojawia się jeszcze jeden wątek, pewna niespodzianka pozostawiona przez antagonistę. Oddać należy, że mimo jego nagłego pojawienia się to zrealizowano go bardzo dobrze. Zawiera dwie najlepsze sceny filmu i świetnie wieńczy drogę przebytą przez protagonistę. Niestety na tym seans się nie kończy kolejne sceny, z czego jedna to typowy fan service i budowanie zainteresowania zapowiedzianym już sequelem, a druga to zbędne przedłużenie, które niby domyka jeden z wątków ciągnących się przez większość filmu zostawiając go jednak w takim stanie, że w kontynuacji nadal wszystko jest możliwe.
“The Batman” jest filmem bardzo dobrym. Spośród filmów komiksowych należałoby stawiać go bliżej “Jokera” niż innych blockbusterów od Marvela i DC. Osobiście uważam, że pod względem jakości i klimatu, jest to najlepszy film w Człowieku Nietoperzu, przebijający nawet kultowego już “Mrocznego Rycerza” z cudowną kreacją Heatha Ledgera czy “Batmana” Burtona ze świetną rolą Jacka Nicholsona. Oczywiście nie odbierając innym interpretacjom tego uniwersum, ta stworzona przez Reevesa jest zrealizowana najlepiej, mimo pewnych niedociągnięć. Z czystym sumieniem mogę polecić seans i z niemal stuprocentową pewnością stwierdzić, że spodoba się on nie tylko fanom komiksów i samego Batmana.

