Kryzys Wieku Wczesnego
Właśnie przeżywam swój „Kryzys Wieku Wczesnego”- tak ten stan nazwał Kacperczyk. Czuję, że spotkałam się ze ścianą, a dokładnie z cegiełką, którą wyjęłam i runął cały ten mur. Jedna myśl napędziła ciąg życiowych przemyśleń. Czasem mnie to dopada, ale nie zwykłam się tym dzielić. Jednak dziś zrobię dla Was wyjątek.
Przypomnijmy sobie, kiedy wkroczyliśmy w świat social mediów. U każdego wyglądało to inaczej i inaczej zostało zapamiętane. Dokładnie pamiętam dzień, w którym dostałam telefon, służący już nie tylko do dzwonienia i wysyłania smsów. Wtedy wieczorem leżałam już w łóżku i instalowałam po kolei każdą aplikację, którą znałam, dzięki znajomym. Było to 6 lat temu. Od tej pory używam telefonu codziennie. Czasami mniej lub więcej, jednak nie można zaprzeczyć, że jest to ciągłe zdarzenie.
Dzisiaj pokusiłam się o to, aby zabrać się za pewne obliczenia. Uwaga, teraz na chwilę się skupmy. Obiecuję, że nie będzie to nic strasznego. Średnio używam telefonu około 5 godzin dziennie. 5 godzin razy 365 dni daje 1825 godzin rocznie. Pomnóżmy to jeszcze razy 6 lat i otrzymamy 10 950 godzin. Daje to około 456 dni spędzonych przed ekranem, a więc ponad rok. Z sześciu lat straciłam rok… Wielu z Was może machnąć na to ręką, ale dla mnie jest to straszne. Ponad rok z mojej młodości, którą mam wspominać całe życie.
Przez ten czas mogłam przeczytać masę książek, obejrzeć masę filmów, namalować masę obrazów. Mogłabym wymieniać i wymieniać. Zamiast tego rok poświęciłam na oglądanie niezbyt mądrych filmików na youtubie czy scrollowanie nic nie znaczących tiktoków. Odstawiam czytanie książki dla oglądania kolejne dwie godziny tiktoków? Przestałam słuchać na wykładzie, ponieważ rozproszyłam się jednym powiadomieniem, po którym nie mogłam już złapać wątku? I to tylko dlatego, żeby być na bieżąco?
Leżę teraz, przewracając się z boku na bok i myśląc nad tym wszystkim. Jutro, gdy się obudzę odinstaluję te bezsensowne aplikacje. Czuję potrzebę zrzucenia z siebie tego obciążenia i zrobienia wielkiego porządku nie tylko w moim telefonie, ale i w głowie. Wyobrażam sobie, że w tym momencie zamknęło się koło, które rysowałam przez sześć lat. Ja jako dziewiętnastolatka spotkałam się z tą trzynastolatką, która jeszcze przed chwilą nie była pochłonięta światem mediów.
Dziewiętnastolatka bierze wzorzec z trzynastolatki. Nieźle. Mam wrażenie, że w tej chwili zaczyna się coś nowego, ale w tym także starego. To coś za czym tęskniłam i od nowa muszę się z tym oswoić. Sześć lat temu czułam pogoń za trendami. Chciałam wiedzieć, co jest modne i mieć wspólne tematy z rówieśnikami. Przez sześć lat odkrywałam swój styl i swoje ja, inspirując się tym, co zobaczyłam w internecie. Teraz nie muszę podążać za modą, bo kupuję to, co mi się podoba i w czym dobrze się czuję. Teraz nie czuję, że muszę znać każdą nowinkę, aby dogadać się z drugim człowiekiem. Nagle czuję, że świat spowolnił. Trochę przypomina to dzieciństwo, prawda?
Nie zaprzeczam jednak, że kompletnie zrezygnuję z technologii. Wiem, brzmię w tym momencie jak stara baba. Jednak cieszę się, że teraz możemy mieć dostęp do wszystkiego w tak krótkim czasie. Doceniam to, że gdy zrodzi nam się jakieś pytanie od razu możemy na nie dostać odpowiedź, a nie przeszukiwać godzinami książki. Jednak ta technologia ma nam ułatwiać życie, a nie je zabierać. Tak jak mówi Kacperczyk: „Życie to nie zupa, żeby później było drugie”. Zachęcam do wysłuchania – pasuje do dzisiejszych refleksji.
Niektórzy może wyśmieją moje słowa. Inni może już wcześniej doszli do tych przemyśleń. Dla mnie teraz nadszedł ten moment. Nastał mój „Kryzys Wieku Wczesnego”, w którym nie chcę zmarnować już ani chwili więcej.

