Wojny drogowe w sieci – dlaczego tak bardzo lubimy się kłócić? [FELIETON]
Kto przeglądając sieć nie natknął się nigdy na kłótnie dotyczącą zdarzenia na drodze niech pierwszy rzuci kamieniem. No właśnie. Dlaczego dyskusje o wypadkach, kolizjach, pierwszeństwie na przejściu dla pieszych czy ograniczeniach prędkości wywołują w ludziach tak silne emocje?

Główną przyczyną zapewne jest to, że każdy z nas jest w jakimś stopniu uczestnikiem ruchu drogowego, czy to jako kierowca, rowerzysta czy pieszy. Zauważalna jest także mocna polaryzacja między tymi grupami wzmacniana przez możliwość łatwej identyfikacji z nimi. Stereotypowo można stwierdzić, że jedyną cechą łączącą te grupy jest nienawiść do pozostałych uczestników drogowego życia.
Przykładów tej odwiecznej wojny nie trzeba wcale daleko szukać. Jest ona szczególnie zauważalna w mediach społecznościowych, na których bezrefleksyjną konsumpcję poświęcamy coraz więcej naszego cennego czasu. Żeby nie wyjść na wywyższającego się moralizatora, muszę jednak przyznać, że moim osobistym internetowym guilty pleasure jest właśnie przeglądanie mediów społecznościowych tylko po to, aby czytać kłótnie pod postami związanymi z ruchem drogowym.
Idealną platformą do napawania się wyższością nad wszystkimi członkami dyskusji, z wyjątkiem nas oczywiście, jest serwis społecznościowy X. Zakupione w 2022 roku przez najbogatszego człowieka świata medium oficjalnie ma na celu (poza skutecznym marketingiem politycznym na rzecz innego miliardera, który niedawno ponownie został prezydentem Stanów Zjednoczonych) przywrócenie pełnej wolności słowa.
Pięknie brzmiący slogan okazał się jednak zmorą platformy wciąż nazywanej (z uporem godnym naszych rodziców określających każdą stację benzynową jako CPN) przez jej długoletnich, użytkowników Twitterem, ponieważ wprowadziły one na niej prawdziwy chaos, setki zautomatyzowanych botów prowadzących całe konta, niefiltrowaną dezinformację oraz – co najważniejsze dla clou tematu, możliwość pisania wszystkiego bez ryzyka zablokowania czy ograniczenia konta w serwisie.
To właśnie brak moderacji i minimalna szansa na blokadę konta są głównymi sprawcami spadku jakości dyskusji na X. Wiele osób dzięki poczuciu anonimowości i bezkarności zaczęło wprost obrażać swoich rozmówców, czy głosić kontrowersyjne, a nierzadko wręcz niebezpieczne opinie. Oliwy do ognia dolewają dodatkowo internetowe trolle, które są w stanie dla własnej rozrywki takim osobom przyklaskiwać.
Pod postami dotyczącymi niebezpiecznych sytuacji na drodze często można spotkać się z wyśmiewaniem się z uczestników zdarzenia, wywyższaniem się komentujących, negowaniem przepisów obowiązujących w ruchu ulicznym czy, stosowanym najczęściej w stronę pieszych, victim blamingiem (obarczanie ofiary odpowiedzialnością za zaistniałe zdarzenie).
Najwięcej takich komentarzy zauważyć można pod postami kont nagłaśniających niebezpieczne sytuacje na drodze, na przykład użytkownik „bandyci drogowi” na X czy konta „STOP CHAM” w serwisach YouTube i TikTok. Jednakże wiarygodność takich profili zaczyna stopniowo maleć w oczach „ulicznej społeczności” ze względu na coraz częstsze publikowanie wątpliwej jakości zdarzeń, które potrafią być dla uczestników ruchu drogowego irytujące, jednak nie są przeważnie niebezpieczne i czasem zwyczajnie się przytrafiają. Przez publikowanie takich filmów konta te tracą na wartości jako społecznie przydatna mównica do nagłaśniania patologicznych zachowań na drogach stając się samozwańczymi szeryfami z kamerką samochodową zamiast rewolweru.
Komentarz jednego z użytkowników pod postem:
Kto był winnym spowodowania kolizji? Piesza na nagraniu stała na chodniku w trakcje całego zdarzenia…
A pod postem komentarz:
Rowerem po przejściu 😱🥴☠️
Warto zauważyć, że rowerzystka nie jedzie po przejściu dla pieszych, tylko po przejeździe dla rowerów.
To tylko dwa z wielu przykładów victim blamingu, które, na całe szczęście, nie zawierają licznych inwektyw jak niektóre komentarze pod innymi postami.
Czasem można odnieść wrażenie, że niebezpieczne czy frustrujące sytuacje zdarzają się na polskich drogach codziennie. Ja także w życiu prywatnym jestem jednocześnie kierowcą, który zauważa bawiących się w Tour de Pologne na środku ulicy rowerzystów, pomimo znajdującej się obok ścieżki rowerowej, pieszym, którego na przejściu nie zauważył niedowidzący 97- letni emeryt, który prawo jazdy zdawał jeszcze pewnie w Stalinogrodzie oraz rowerzystą, który dziesiątki razy musiał hamować przed bezmyślnie wchodzącym na ścieżkę rowerową pieszym, który stwierdził, że jest to idealny moment na sprawdzenie strony głównej TikToka.
Na te, jak i na wszystkie inne sytuacje, należy jednak spojrzeć z dystansem, nie zapominając, że Internet to bańka, w której najgłośniejsze są zazwyczaj najbardziej kontrowersyjne opinie. Co, jeśli to właśnie umyślne przeglądanie postów z drogowymi incydentami sprawia, że w życiu codziennym zauważam więcej frustrujących sytuacji, na które w innym przypadku nie zwróciłbym uwagi? Nie pozwólmy, aby algorytm aplikacji zakładał nam klapki na oczy. Czasami warto wyłączyć Internet, wyjść na zewnątrz i przekonać się, jak na prawdę wygląda rzeczywistość.



