Poprawność i nic więcej. Recenzja filmu „Pierwsza strona”
Historia amerykańskich mediów pamięta wiele skandali z udziałem tamtejszych dziennikarzy. Bohaterem jednego z nich był redaktor prestiżowego czasopisma „The New Republic” – Stephen Glass. Początkowo cieszył się on dobrą reputacją, jednak jego cały mit upadł, kiedy wyszło na jaw, że zdecydowana większość opublikowanych przez niego reportaży opowiadała o zmyślonych wydarzeniach, często z udziałem nieistniejących osób lub instytucji. Jego historię postarał się przedstawić film „Pierwsza strona” („Shattered glass”) w reżyserii Billy’ego Raya. Twórcy postanowili zobrazować nie tylko mechanizm działania dużej redakcji, ale także portret psychologiczny dziennikarza, który całą swoją karierę oparł na kłamstwie.
Główną rolę w filmie odgrywa Hayden Christensen, znany przede wszystkim z pierwszoplanowej roli Anakina Skywalkera w trylogii prequeli „Gwiezdnych Wojen”. Odgrywał on tam postać pełną całkowitych sprzeczności. Z jednej strony był wybrańcem mającym przywrócić równowagę w galaktyce, z drugiej – wybrał ostatecznie ścieżkę zła. Pewne podobieństwa możemy odnaleźć w „Pierwszej stronie”, w której Christensen wcielił się w rolę dziennikarza-oszusta, Stephena Glassa. Na pierwszy rzut oka wygląda on na młodego, pracowitego i lubianego przez współpracowników dziennikarza. Pod tą maską kryje się jednak pozbawiony skrupułów kłamca i manipulator, który bez zawahania oparł całą swoją karierę na fałszu. Christensen całkiem nieźle oddaje wewnętrzne rozdarcie bohatera oraz jego desperacką potrzebę akceptacji, aczkolwiek momentami jego gra bywa nieco zbyt stonowana czy wręcz drętwa, co zresztą zarzucano mu także po premierze drugiego epizodu wspomnianych już „Gwiezdnych Wojen”.
Istotną przeciwwagę dla głównego bohatera stanowi postać nowego redaktora naczelnego, Charlesa Lane’a, w którego wciela się Peter Sarsgaard. Zastępuje on dotychczasowego szefa redakcji, Michaela Kelly’ego i nie darzy już Glassa taką sympatią, jak poprzednik. Jego rola oparta jest na chłodzie, rzeczowości i dociekliwości, która w dalszej części filmu przyczynia się do zdemaskowania Glassa. Relacja tych dwóch postaci stanowi według mnie najciekawszy element filmu i to właśnie we fragmentach ukazujących ich rozmowy „Pierwsza strona” wypada najlepiej. Widać to chociażby w scenie, w której dostrzegający pewne nieścisłości Lane zaczyna wypytywać swojego pracownika o szczegóły, na co ten reaguje nerwowo i emocjonalnie, po czym na szybko próbuje się bronić sfabrykowanymi dowodami mającymi dowieść prawdziwości jego tekstów.
Cała oś fabularna filmu koncentruje się właśnie na stopniowym odkrywaniu nieprawidłowości w artykułach Glassa. Proces ten został ukazany w sposób metodyczny – poprzez rozmowy, weryfikację źródeł i analizę faktów. Mimo iż takie podejście sprzyja realizmowi, momentami sprawia wrażenie zbyt powolnego i pozbawionego większych zwrotów akcji. Film nie trzyma w napięciu przez cały czas i na dobrą sprawę nie trzeba oglądać go w całości, aby mniej więcej wiedzieć, jak się zakończy. Wszystko zostało zrealizowane poprawnie, historia wiernie odzwierciedla prawdziwe wydarzenia, jednak brakuje w niej tego czegoś, co uczyniłoby dzieło Raya czymś wartym większej uwagi.
„Pierwsza strona” niewątpliwie porusza ważne kwestie związane z etyką dziennikarską, odpowiedzialnością mediów oraz mechanizmami, które pozwalają na funkcjonowanie niewykrytego oszustwa w renomowanych instytucjach. Film pokazuje, że urok osobisty, charyzma i pozorny talent mogą uśpić czujność nawet najbardziej doświadczonego redaktora. „Pierwsza strona” jest także ogromnym znakiem upływającego czasu i zmian zachodzącym na rynku medialnym. Wydarzenia w nim zawarte miały miejsce już niemal trzy dekady temu i wówczas wykreowanie całej dziennikarskiej renomy na kłamstwie było jeszcze jakkolwiek możliwe. W dzisiejszych czasach, kiedy dysponujemy niespotykanymi dotąd możliwościami fakt-checkingu, oszust pokroju Glassa zostałby zdemaskowany jeszcze przed opublikowaniem pierwszego sfabrykowanego tekstu.
Podsumowując, „Pierwsza strona” to film warty obejrzenia, ale głównie dla osób zainteresowanych kulisami pracy mediów i tematyką dziennikarskiej odpowiedzialności. Nie jest to dzieło na tyle wybitne, by przyciągnąć do siebie widzów zupełnie niezainteresowanych tym tematem. Gdybym miał je ocenić w skali szkolnej, wystawiłbym co najwyżej solidną trójkę z plusem.

