ROZTRZASKANE ILUZJE – recenzja filmu „Pierwsza strona”
Film “Pierwsza strona”, w reżyserii Billiego Raya, powstał w 2003 r. Jest to trwający 94 minuty dreszczowiec (zakwalifikowany również jako kryminał) amerykańsko-kanadyjskiej koprodukcji. Film opowiada historię opartą na faktach. Jego akcja rozgrywa się w 1998 r. w Waszyngtonie. Przedstawia historię młodego 24-letniego dziennikarza pracującego dla dwutygodnika opiniotwórczego „The New Republic” – Stephena Glassa (w oryginale film nawiązuje do jego nazwiska – „Shattered Glass”). W filmie w role dziennikarzy wcielają się m.in. Chloë Sevingy, Hank Azaria, Melanie Lynskey, Jamie Elman, a także bardziej rozpoznawalni aktorzy, tacy jak Peter Sarsgaard (jako Charles ‘Chuck’ Lane) oraz Hayden Christensen – grający głównego bohatera. Film zdobył 5 nagród i był nominowany do 11.
Stephen Glass, dzięki swojemu pozornemu talentowi do odnajdowania ciekawych historii oraz zjednującej sobie ludzi osobowości, staje się ulubionym współpracownikiem zespołu dziennikarskiego. Wraz z biegiem fabuły sytuacja ulega komplikacji. Artykuły Stephena, pomimo fact-checkingu, zawierają wiele nieścisłości, co zauważa najpierw Michael Kelly – pierwszy redaktor dwutygodnika. Później sprawę zgłębia Chuck – następca Kelly’ego, a także dziennikarze z internetowego wydania magazynu „Forbes”. W zasadzie do samego końca widzowie mogą analizować czy Stephen Glass faktycznie wszystko zmyślił, czy też nie. Główny bohater próbuje się bowiem bronić, podając za dowody swoje własne notatki oraz stworzone naprędce strony internetowe czy numery telefonów wyrzucające dzwoniącego wprost do poczty głosowej.
Główną tematyką „Pierwszej strony” jest fact-checking oraz fałszowanie prawdy dla własnych korzyści, a wszystko na tle obrazu życia pracowników gazety. Po tym, że film został skategoryzowany jako dreszczowiec/kryminał można się spodziewać szybkiej i wywołującej emocje fabuły. Myślę jednak, że mimo nielicznych zwrotów akcji nikt z krzesła podczas oglądania nie spadnie. Gra aktorska jest na dobrym poziomie – szczególną uwagę zwraca stopniowa ewolucja postaci Stephena Glassa. Ten początkowo radosny i pocieszny bohater w trakcie ujawniającej się prawdy o źródłach jego publikacji staje się nerwowy i wręcz nieprzewidywalny, co jest dobrze przedstawione przez Haydena Christensena. Nie zawiedziemy się też grą Petera Sarsgaarda.
Film może być początkowo odrobinę niejasny, gdy widzimy Glassa w sali szkolnej, z której to dopiero obserwujemy retrospekcje do czasów jego pracy w gazecie. Sceny w liceum okazują się później być jednym z największych ‘plot twistów’… Niewtajemniczonym w prawdziwą historię może być nieco trudno zrozumieć, o co dokładnie chodzi. Trzeba też podkreślić, że trochę czasu mija, zanim fabuła się w pełni rozkręci. Tempo akcji przyspiesza jednak, gdy zaczynamy coraz bardziej podejrzewać, że historie spisane przez Glassa to ‘fake’.
Duża zaletą filmu jest to, że nawet pomimo dość odległej czasowo historii, nadal możemy odnieść przedstawiane w nim treści do współczesności. Temat nieprawdziwych informacji staje się dla nas bowiem nawet bliższy w dobie Internetu. Każdy może wstawiać ‘fake newsy’, które rozprzestrzeniają się w niesamowitym tempie, a dzięki AI wymyślić nawet dowody na nieistniejącą historię. Miło więc oglądać walkę dziennikarzy z kłamstwami, nawet w czasach, kiedy fact-checking był znacznie mniej rozwinięty.
Chociaż film nie należy może do tych z najbardziej porywających akcją czy rozbrajających poczuciem humoru, zasługuje na przynajmniej 6/10 gwiazdek dzięki ciekawemu przedstawieniu bohaterów i intrygującej tematyce. Szczególnie spodoba się tym, których interesuje dziennikarstwo i tym, którzy o historii Glassa już wcześniej słyszeli. Każdy jednak może sięgnąć po ten film, bo problem natłoku nieprawdziwych informacji (nawet przy zaawansowanej weryfikacji faktów, także przy użyciu AI) i naszej zbiorowej o nich świadomości, jest dziś szczególnie ważny.
