„Na początku czułam się niechciana” – początki pracy w radiu i wyjątkowość tego miejsca według Agaty Boguckiej
Agata: Cześć, jestem Agata Bogucka – szefowa Redakcji Informacji Akademickiego Radia Centrum.
Redakcja: Opowiedz nam swoją historię. Jak zaczęła się Twoja praca w radiu?
A: W sumie trochę z przypadku. Jak każdy student, musiałam zrobić jakieś praktyki. Studiowałam wtedy produkcję medialną. Wszystkie zajęcia mieliśmy online, a zajęcia z radia z Agnieszką Józwik były jedynymi, które odbywały się na żywo. Pani Agnieszka była ówczesną szefową redakcji informacji, więc się do niej zgłosiłam, czy byłaby możliwość odbycia praktyk w radiu. Praktyki minęły. Później wróciłam na wakacje do domu, ale po tym czasie stwierdziłam, że trochę mi tęskno za tym radiem, więc wróciłam. I zostałam na stałe. Tak pracuje już ponad dwa lata.
R: Dlaczego akurat to radio? Co ono ma w sobie, że Cię przyciąga do siebie? Czułaś jakiś dryg do tego, że akurat takie praktyki sobie wybrałaś?
A: Praca w radiu od zawsze mnie interesowała. Zazwyczaj jako prezenter radiowy lub didżej, ale na praktyki trafiłam do redakcji informacji. I w tym się odnalazłam. Bardzo lubię rozmawiać z ludźmi i chyba to mnie najbardziej skłoniło. A dlaczego Radio Centrum? Bo od zawsze słucham rocka (śmiech).
R: Z jakimi wyzwaniami mierzy się praca w radiu?
A: To też zależy od działu, w którym się pracuje. Coś, co jest spójne dla wszystkich redakcji, to czas. Często jest tak, że coś nam się wysypie przed samym wejściem na antenę i musimy nagle rzucić wszystko i dobiec to studia. Jest to także praca pod presją czasu. Zdarzają się nieprzyjemne sytuacje, kiedy niechcący się pomylimy i musimy to sprostować na antenie – na przykład przeprosić. Mnie jeszcze się nie zdarzyło przepraszać za jakąś wpadkę. Jeśli chodzi o utrudnienia, to również często jest tak, że czas pracy nam się zmienia, np. wydłuża o godzinę.
R: Przy wejściach towarzyszy Ci stres?
A: Oczywiście, że towarzyszy… i towarzyszył od początku. Mój pierwszy serwis był w studiu, w którym właśnie siedzimy. Strasznie się stresowałam. Głos mi się trząsł, a jak trzymałam kartkę to nie byłam w stanie nic przeczytać i w ogóle nie widziałam liter. To był ogromny stres. Teraz jest on zdecydowanie mniejszy. Wydaje mi się, że gdyby go nie było, to znak, że już mi na tym tak nie zależy. Oznaczałoby to, że chyba trochę się w tym pogubiłam i już nie chcę tego robić.
R: Ten stres chyba jest mobilizujący, prawda?
A: Tak zdecydowanie. Ja na przykład mam coś takiego, że kiedy się pomylę to w mojej głowie pojawia się myśl, że nie mogę tego zepsuć jeszcze bardziej. Zrób to lepiej – mówię do siebie. Niektórzy z kolei, gdy się pomylą, opadają trochę z sił. Ten stres ich demotywuje, a mnie raczej napędza i nawet, jak się pomylę to chcę wypaść lepiej z każdym kolejnym zdaniem.
R: Może masz jakieś rady, jak radzić sobie ze stresem i zachować swobodę wypowiedzi?
A: Z perspektywy serwisu informacyjnego, moją największa radą jest to, żeby przed wejściem na antenę wszystko sobie przeczytać co najmniej trzy razy. Jak zapoznamy się z tym to wiemy, o czym mamy mówić i te informacje zostają w głowie. Wzrok w pewnym momencie zaczyna wyprzedzać to, co jest na kartce, bo już to zna. W moim przypadku bardzo pomocna była też woda z cytryną. Nie wiem, czy miało to jakiś wpływ na sposób mojego czytania, ale pamiętam, że kiedyś bez tego nie byłam w stanie pójść na serwis. Któregoś dnia, gdy nie miałam wody z cytryną to przed serwisem pobiegłam do kawiarni obok poprosić o plasterek cytryny. Już teraz mi to minęło, ale taką miałam metodę na stres.
R: Mówiłaś o tym, że praca w radiu jest spontaniczna i wymaga od nas tej spontaniczności. Czy zdarza się tak, że jednak obowiązują nas jakieś schematy w tym miejscu?
A: Tak, mamy określone schematy. Czas antenowy jest ściśle podzielony i każda redakcja ma swoje wejścia, więc to nie jest tak, że działamy sobie totalnie na spontanie i freestyle’u. My w redakcji informacji także mamy podział w swoich wydarzeniach na konkretne tematy oraz na „jedynkę” lub „czwórkę”. Podczas „jedynki” mówi się o najważniejszych rzeczach, a podczas „czwórki” tzw. „michałki”, czyli coś miłego, przyjemnego dla słuchaczy – jakieś newsy np. o wydarzeniach kulturalnych w mieście, jakieś akcje charytatywne.
R: Nawiązując do tego, co przed chwilą powiedziałaś – czego najchętniej słucha się w radiu?
A: Wydaje mi się, że właśnie te „michałki”. Z drugiej strony, ludzie są ciekawi także tych kryminalnych i tragicznych newsów. Lubią być dobrze doinformowani.
R: Zdarzają Wam się jakieś wiadomości od słuchaczy? Czy po audycjach piszą, co im się podobało, a co nie?
A: Najczęściej to się dzieje przy wejściach didżejów. Jeżeli w jakiś sposób żartują, to czasami słuchacz się odezwie, że jego to rozbawiło. Często też piszą do nas a propos muzyki, na przykład pytają, jaka piosenka była grana o danej godzinie, bo im się spodobała i chcieliby sobie ją jeszcze odsłuchać. Bardzo często dostajemy też feedback z porannych rozmów w Radio Centrum. Mają one format krótkich wywiadów około siedmiominutowych, gdzie każdego dnia o poranku zapraszamy jakiegoś gościa z różnych sfer, czy to polityki, czy kultury, czy świata. I to też się podoba. Ostatnio była u nas Otylia Jędrzejczak – pływaczka, mistrzyni olimpijska. Po tej rozmowie dostaliśmy masę pozytywnych komentarzy.
R: A Ty o czym najchętniej mówisz w radiu? Mówiłaś o tym, że pracujesz w informacji – zamieniłabyś to na jakiś inny dział czy czujesz, że się spełniasz w tym? Może byłaś jeszcze w jakimś innym dziale?
A: Nie, nie, nie. Ja tylko w informacji, chociaż tak naprawdę można powiedzieć, że tam pisze się o wszystkim. Niby mamy działy kultury i sportu, które piszą konkretnie o tych wydarzeniach kulturalnych i o różnych meczach sportowych itd., ale my też w redakcji informacji poruszamy takie tematy. W przypadku, gdy np. ktoś umrze, jakiś bardzo znany piłkarz lub aktor, albo nastąpi zmiana trenera reprezentacji Polski, to w naszej redakcji też o tym mówimy. Pytasz o moje ulubione tematy? Ja najbardziej lubię tematy społeczne, np. dotyczące jakichś akcji charytatywnych. Rzeczy o ludziach i dla ludzi. Dodatkowo bardzo lubię pisać o pieskach. Zawsze jak są jakieś tematy o psach to każdy wie, że to będzie temat dla mnie.
R: Pewnie inaczej opowiada się o czymś, co lubimy, co jest dobrą wiadomością i sprawia nam radość.
A: Rzeczywiście jest tak, że kiedy czyta się serwis, w którym na „jedynce” mamy rzeczy tragiczne, czyli śmierć, wypadki drogowe, jakieś kataklizmy – ton głosu zmienia się automatycznie. Nawet nie muszę tego za bardzo kontrolować, bo automatycznie się to gorzej i trudniej czyta niż miłe, wesołe tematy.
R: Czy Twój humor z dnia wpływa na to, jak zachowujesz się w radiu i jaki masz głos? Czy umiesz to od siebie oddzielić?
A: Na pewno ma jakiś wpływ. Czasami zdarza się, że humor jest gorszy, że ma się mniej zapału do pracy, ale czy jest to tak mocno słyszalne? Nie wiem. Chyba ktoś z zewnątrz musiałby ocenić, czy da się wychwycić to, jaki humor ma prowadzący. Domyślam się, że pewnie jest to bardziej zauważalne w przypadku didżejów i prezenterów, bo oni mają swoje wejścia z humorem. Moje serwisy są bardziej schematyczne. Zazwyczaj na “jedynkę/dwójkę” gramy newsy o podobnej tematyce, więc tutaj nie ma takiej gry aktorskiej, jak w przypadku didżejów.
R: Wspomniałaś o tym, że inni od razu podsuwają Ci tematy o pieskach, bo wiedzą, że bardzo je lubisz. Jak wygląda właśnie ta współpraca? Jak dzielicie się tym, kto będzie czytał dane informacje?
A: Każdego dnia to, co czytamy wybieramy sobie sami. Ja jako wydawca sama piszę sobie serwis i sama decyduję o tym, co chcę, żeby w tym serwisie się znalazło. Ale w redakcji informacji pracujemy też jako reporterzy i reporterki, czyli każdego dnia wychodzimy w miasto, zbieramy dźwięki, chodzimy na konferencje itd. Zazwyczaj razem kontaktujemy się rano, przed ósmą. Uzgadniamy, kto co bierze w ciągu dnia, na podstawie naszego kalendarza grupowego, w którym wpisujemy wszystkie własne tematy i propozycje oraz te narzucone tematy, które dostaliśmy od rzeczników. Rano dzielimy się tym wszystkim. I tak wygląda to każdego dnia.
R: Przenieśmy się teraz do momentu w studio, kiedy zaczyna się cały serwis. Oprócz wspomnianego wcześniej stresu, co czujesz, gdy zapala się “czerwona lampka”? Jakie uczucia ci wtedy towarzyszą?
A: W sumie to nic nie czuję. To jest takie automatyczne oczyszczenie myśli. Jestem nagle w pełni skupiona na tym, co mam przeczytać i w mojej głowie wtedy nie ma absolutnie nic. Następuje… nazwałabym to “delikatnym zatrzymaniem serca”. Nie w sensie, że będę zaraz umierać (śmiech). Jest to po prostu taki zastrzyk skupienia.
R: Co Twoim zdaniem wyróżnia radio na tle innych środków przekazu?
A: Mam wrażenie, że w radiu, dzięki audycjom na żywo, nawiązujemy pewną więź ze słuchaczami. Dzisiaj miałam taką sytuację, że poszłam na nagranie na Politechnikę Lubelską. Weszłam do rektoratu i mówię: “Dzień dobry, ja z Radia Centrum na nagranie”. I wtedy pani z księgowości powiedziała, że naprawdę się cieszy, że Radio Centrum przyszło, bo ze wszystkich mediów w Lublinie najbardziej nas uwielbia i tylko nas słucha jadąc samochodem.
R: Myślisz, że Twoi słuchacze również odczuwają tą więź tak samo jak wy – pracownicy?
A: Wydaje mi się, że tak – szczególnie ci wytrwali słuchacze. Nawet często do nas piszą. “Słucham Was od lat”. “Tylko Was słucham”. Myślę, że jest obecna ta więź. Może niekoniecznie przywiązują się do nas jako jednostkowych osób, ale na pewno do radia jako społeczności.
R: Pewnie trudnym było zaczęcie takiego działania, jakim jest praca w radiu. Wymaga to przełamania pewnych barier, wyjścia ze swojej strefy komfortu. Czy na początku swojej drogi radiowej miałaś kogoś, kto Cię prowadził – swojego mentora, który pokazywał ci “co z czym jeść”? Czy może jednak sama przecierałaś te szlaki?
A: Takimi “mentorami” mogłabym nazwać osoby, które mnie przygotowywały do tej pracy, czyli po prostu członkowie redakcji informacji. Teraz ich tu nie ma, ponieważ poszli pracować w innych miejscach. Na przykład Piotrek – nasz kolega z redakcji informacji, przygotowywał mnie do bycia wydawczynią. Pamiętam, że zawsze narzekałam, kiedy musiałam przyjść na szóstą, siedzieć obok niego i się uczyć. Po jakimś czasie takiego przygotowywania, nagle przychodzę tu i pracuję już sama.
R: Pracujesz już sama, więc wierni słuchacze z pewnością kojarzą Twój głos. Czy trudno wypracować swój wizerunek w radiu?
A: Na pewno trudno. Nie wiem, czy sama mam jakikolwiek wizerunek, ale wiem, że trzeba włożyć w to trochę pracy, poświęcić dużo czasu. Tak, można nazwać to trudnym zadaniem.
R: Niektórzy mówią, że głosem trudniej przedstawić rzeczywistość, niż obrazem. Pytanie brzmi: jak wpływać na wyobraźnię słuchaczy, aby dobrze nas rozumieli i mogli to wszystko zobaczyć?
A: To prawda, że trudniej to przedstawić. Działamy inaczej niż gazeta. W gazecie można pozwolić sobie na dłuższe wypowiedzi. W radiu zależy nam na jak największej ilości treści, w jak najkrótszym czasie. Mamy sztywno określony przedział czasowy. Na przykład jeden serwis ma około trzech minut i muszę w tym czasie zmieścić cztery newsy o czterech zupełnie różnych rzeczach. Zdecydowanie jest to wyzwanie. Bardzo często osoby, które do nas przychodzą i chcą zacząć swoją przygodę w radiu mają ten problem, że piszą swoje “ściągawki” bardzo rozwiąźle. To jest coś, na co nie możemy sobie pozwolić w radiu. Tu ma być krótko, zwięźle i na temat. Niestety nie ma miejsca na rozpisywanie się. Musimy zmieścić się w kilku zdaniach.
R: To może na koniec szybka rada dla debiutujących “radiowców” bądź dopiero rozważających dołączenie do tej społeczności.
A: Nie bać się! Pytać, pytać… i jeszcze raz pytać. Sięgając wstecz pamiętam, że na początku czułam się niechciana. Uważałam, że ludzie na mnie dziwnie patrzą jako na dziennikarkę. Uwierzcie mi, że tak nie jest. Kiedyś jedna znajoma redakcyjna powiedziała mi, że jako media mam wejście wszędzie, żeby coś nagrać i zrobić zdjęcie, więc pamiętajmy o tym. Nie bójmy się pytać i rozmawiać z ludźmi.

