Modnie i szybko czy ekologicznie?
Kiedyś usłyszałem, że jakość życia się zepsuła. Na początku jako młody jegomość zastanawiałem się, jak coś niematerialnego można określić jako „zepsute”. Potem wraz z wiekiem zrozumiałem, że to słowo ma naprawdę wiele znaczeń i że naprawdę wiele rzeczy można określić jako zepsute. Świat się zepsuł, a samo to określenie rozkłada się na wiele czynników, które ostetcznie wpłynęły na to, że można tak powiedzieć.
Przeglądałem sobie ostatnio coś tam w Internecie i słuchałem, jak moja dziewczyna znowu mówi o tym, że chciałaby kupić sobie coś nowego. Uwierzcie lub nie, z rzeczy, które ma ubrałyby się na spokojnie z trzy czy nawet cztery osoby, a ona cały czas chce więcej i więcej. Nie rozumiałem nigdy tego po co jej aż tyle tego wszystkiego, próbowałem pogadać, ale wiadomo, co ja mężczyzna się znam na tym, jest w jej damskiej szafie potrzebne…
Zjawisko fast fashion, co to w ogóle jest? Szybka moda, której celem jest dostarczanie konsumentom modnych ubrań, najczęściej inspirowanych modnymi trendami w jak najszybszym czasie i wiadomo w niskich cenach. Kto by na to nie poleciał? Ja sam jak widzę w Biedronce promocje 3+1 gratis to bez myślenia biorę cztery paczki makaronu, bo oczywiście… kto by nie chciał dostać czegoś za free. Ja zawsze chcę, ale makaron zjem, chociaż miałbym gotować go dzień w dzień przez tydzień. Ale co z tymi ciuchami, które zalegają w szafach, a co gorsza w magazynach… Przewidywania na rok 2030 są takie, że marki tworzące fast fashion będą rocznie produkować do 134 miliona ton odpadów rocznie. Osobiście… złapałem się za głowę.
Jak mam przemówić kobiecie, że nie potrzebuje kolejnej bluzki, a zakup którejś z kolei sukienki na okazję: wyjścia codzienne, napędza to koło, o którym mówiłem. Ja próbuję, naprawdę. Jeśli macie mocne nerwy- też spróbujcie, nie żebym kogokolwiek podpuszczał, ale odpowiedzialności nie ponoszę i nie podpiszę się pod tym pomysłem.
Kupując swój ostatni ciuch pomyślałem, jak wiele z kolei ja robię dla naszej planety. Aplauz i gromkie brawa dla mnie, uwaga… wspieram małe, polskie firmy, które same produkują swoje ciuchy. Robią to zazwyczaj w ograniczonej egzemplarzy, co unika nadprodukcji, o którą nie martwią się sieciówki.
Nawet małe kroki w stronę mniej konsumpcjonistycznego życia
to wciąż mini postępy, których naprawdę warto się podejmować. Do następnego sezonu może ktoś wymyśli jeszcze lepsze rozwiązanie na ten zepsuty świat.

